Poprzedni temat «» Następny temat




32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-05-27, 18:50
 

Ich wyjazd do Bostonu faktycznie miał dość napięty plan, ale, mimo że mieli wiele rzeczy do ogarnięcia, Mercy tak naprawdę miała tylko jeden, bardzo ważny plan: nie spieprzyć tego. Oczywiście, że się stresowała – bała się, że coś zepsuje, że spotkanie w ośrodku nie pójdzie tak dobrze jak by chciała (a przecież chyba już wiemy, że albo wszystko wychodziło jej idealnie, co było wyjątkowo mało prawdopodobne w jakiejkolwiek dziedzinie, albo Mercy była z siebie niezadowolona), że zdjęcia domu były zrobione tak, żeby ukryć masę okropieństw, jakie w nim znajdą, że znów powie coś, przez co Will poczuje się źle… To wszystko, zwłaszcza w połączeniu z chorym Jacksonem, sprawiało, że najchętniej odwołałaby cały ten wyjazd, ale miała jeszcze na tyle rozsądku, żeby tego nie robić. Wiedziała przecież, że zdrowiejący JJ pod opieką dziadków będzie prawdopodobnie najbardziej rozpieszczanym i najlepiej zaopiekowanym dzieciakiem w tym stanie, a przede wszystkim – że nagromadziło im się już za dużo spraw związanych z przeprowadzką, których jeszcze nie domknęli, a ciężko byłoby znaleźć inny termin, który pasuje i Harvardowi, i agentce, i ośrodkowi (i może ludziom z nowej szkoły Jacksona, może jeśli płacisz dyrektorowi hajs, na domiar złego musisz się z nim kilka razy spotkać). Właśnie dlatego zamiast cokolwiek odwoływać, po prostu spakowała swoje książki i buty do biegania, próbując widzieć jasne strony w życiu – na przykład to, że w czasie lotu będzie miała chwilę, żeby się w spokoju pouczyć. I sama była chyba odrobinę zaskoczona, gdy zaczęła odkrywać, że jasnych stron w tym życiu może być… trochę więcej? Do własnych oczekiwań starała się podchodzić dość ostrożnie i bała się niepotrzebnie z czegoś cieszyć, ale im byli bliżej wyjazdu do Bostonu, tym bardziej była nim chyba… podekscytowana? To słowo wciąż jej trochę nie pasowało, gdy myślała o sobie samej, ale z pewnością cieszył ją Will wykładający na Harvardzie (dlatego, że to brzmiało na lepsze miejsce niż Chicago i dlatego, że miała nadzieję, że mu się spodoba i będzie mu tam lepiej szło z profesurą, nie dlatego, że przenosiła jakieś swoje ambicje na męża albo chciała być profesorową) i skoro już prawie zdecydowali się na ten dom, trochę nie mogła się już doczekać, aż będą mogli go zobaczyć. Do tego stopnia, że tylko raz spytała Willa, co zrobią, jeśli okaże się na przykład, że w tym domu w piwnicy nielegalnie przebywa jakaś rodzina imigrantów (obawiam się, że przeciekający dach to zbyt przyziemne zmartwienie jak na Mercy Hart). Na szczęście właśnie to sprawdzili i wyglądało na to, że piwnica jest czysta – jeśli w ogóle jest – a wszystkie szyby są na swoim miejscu, więc przynajmniej jeden problem z głowy. To chyba znaczyło, że mogła się odrobinę rozluźnić i spojrzeć na ścianę z telewizorem, gdy Will zaczął o niej mówić. - Złota gablota koniecznie, ale może po prostu zawieśmy ją zamiast tego telewizora, a nie nad? Gdyby Jackson chciał obejrzeć bajkę, będzie mógł przeczytać rozdział zamiast tego – zaproponowała z taką powagą, jakby omawiali sprawy związane z bezpieczeństwem narodowym. Wzięła tego swojego męża za rękę, splatając ich palce, i usiadła obok niego, wolną ręką poprawiając swoją spódnicę – skoro jeszcze tu nie mieszkali, wciąż musiała jakoś wyglądać. - Nie wiem – przyznała i uśmiechnęła się lekko i tylko trochę przepraszająco. - Cieszę się, że to ogarniamy, ale to też trochę… stresujące? Dobrze, że chociaż nikt inny tu nie mieszka. Chyba – dodała i rozejrzała się jeszcze, jakby spodziewała się, że jakiś dziki lokator cały czas chował się za kanapą. - Tak, tylko trochę szkoda, że Jackson z nami nie przyleciał. Ale to chyba całkiem ładny dom, prawda? I nie wygląda, jakby miał się zawalić? – spojrzała na Willa, bo ona nie umiałaby nawet włączyć tego telewizora, w takich kwestiach zdawała się na męża. - Wiemy już, że zostawiają nam kanapę czy znów zostaniemy bez mebli? – spytała jeszcze.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-05-30, 13:34
 

Will nie tylko ani razu nie poczuł się źle, on nawet nie patrzył na to, co może się wydarzyć, w kategoriach spieprzenia lub nie spieprzenia. Zdawał sobie sprawę z tego, że Mercy nie była w stanie spojrzeć na siebie tak, jak on patrzył na nią, nawet gdyby bardzo chciał to jakoś na nią przelać, ale zupełnie poważnie nie miał takich obaw, kiedy wylatywali do Bostonu. Martwił się, że to może być dla niej za trudne, że będzie tego po prostu za dużo i nie uda im się może wszystkiego zrealizować, ale nie było w nim ani grama złości, frustracji czy poczucia niesprawiedliwości. Tak po prostu było, miała taki czas, miała do tego prawo, a Will, jak to Will, nie był nadmiernie przywiązany ani do terminów, ani do rozpatrywania życia w kategoriach zero-jedynkowych. Gdyby nie udało mu się dziś podpisać umowy, wziąłby wolne i za jakiś czas poleciałby sam. Gdyby coś nie wyszło z ośrodkiem, to, co się dało, załatwiliby zdalnie i najwyżej pewnie rzeczy przesunęłyby się o kilka tygodni. Gdyby coś nie wyszło z domem, mógł się założyć, że w Bostonie było jeszcze co najmniej kilka takich, które mogliby obejrzeć i pewnie nawet kupić. Zawsze był dobry w szukaniu rozwiązań, tak po prostu, bez martwienia się, czy coś wyjdzie, czy nie wyjdzie. Wierzył w plan B, C, D i nawet J, więc pozostawało mieć mu jakąś nadzieję, że jego niemal zupełny brak stresu jakoś pomoże Mercy z jej własnym. Szczególnie, że faktycznie nie wydawała mu się jakoś straszliwie spięta. Zupełnie nieźle zniosła też chyba ich dzisiejszą wycieczkę, która mogła porządnie przetyrać i kogoś bez aktualnie leczonej depresji, ale i tak całkiem ucieszyło go to, że dostali chwilę dla siebie w swoim najprawdopodobniej przyszłym domu. - Jak trochę podrośnie, będziemy mogli zamieniać ją na opisy przypadków albo atlasy anatomiczne – zaproponował jeszcze, najwyraźniej bardzo entuzjastycznie podchodząc do pomysłu gabloty z książką zamiast telewizora. Kiedy Mercy obok niego usiadła, podmienił dłoń, za którą go trzymała, żeby móc ją wygodnie objąć i trochę do siebie przytulić, zanim pocałował ją w głowę. - Jestem w stanie to sobie wyobrazić. Może niekoniecznie całkowity brak telewizora, ale to, że to nasz salon – powiedział, wciąż trochę rozbawiony ich planami na wystrój. - Upewnimy się, że brak dodatkowych lokatorów mamy w umowie, okej? – zaproponował, bo może to wcale nie był taki zły pomysł, nie miał pojęcia, czy w Bostonie nie było jakiegoś zwyczaju oddawania komuś domu z innymi ludźmi w piwnicy w pakiecie. - I pewnie, że to stresujące, załatwiliśmy dzisiaj więcej rzeczy niż niektórzy robią w rok – zauważył. Praca, dziecko i dom w jeden dzień (może szkołę mieli jutro, żeby jakoś ten dzień przetrwali) to chyba pełny pakiet, można było się nieźle zmęczyć, zestresować, czy czego tam dusza nie pragnęła. - Oczywiście, że szkoda, że JJ nie mógł zobaczyć swojego pokoju na żywo, ale wyobrażasz sobie, jak bardzo musielibyśmy go ciągnąć po podłodze, żeby odhaczył dzisiaj z nami to wszystko? – uśmiechnął się lekko, starając się za bardzo nie myśleć, iloma rzeczami musieliby dzisiaj przekupić swojego syna, żeby przetrwał tę wycieczkę. - Poza tym, wygląda na to, że zaakceptował te zdjęcia, które dostał – dodał zaraz, bo pewnie od razu przesłali coś dziadkom, żeby mały miał jak największy udział w podejmowaniu tej decyzji. - A dom wygląda na całkiem stabilny. Z tego, co mówiła ta agentka, wynika, że akurat kanapę będziemy musieli kupić sobie sami, ale wydaje mi się, że jakoś sobie z tym poradzimy – powiedział, zerkając na Mercy z rozbawieniem. Najwyżej kanapę wybierze Will, może akurat trafi i jakimś cudem będzie im tu pasowała. - Czyli… decydujemy się, tak? – upewnił się, głaszcząc ją powoli po ramieniu. - Masz dzisiaj siłę na jeszcze jakieś decyzje? Bo pewnie dobrze byłoby zająć się papierami do ośrodka jak najszybciej, a… kilka rzeczy chyba ciągle musimy ustalić? – zagadnął bardzo łagodnie, próbując brzmieć na kogoś, kto naprawdę nie chciał na nią teraz naciskać.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-01, 22:03
 

Jeśli faktycznie nieźle znosiła ich dzisiejsze przeprawy z Bostonem, działo się tak chyba przede wszystkim dlatego, że… to wciąż nie wydawało się do końca realne? Wciąż, bo przecież żadna z tych rzeczy nie była czymś nowym – już od dość dawna rozmawiali o przeprowadzce czy o pracy Willa, temat drugiego dziecka też powracał do nich już kilka razy i nawet jeśli dzisiaj, kiedy pojechała z Willem oglądać dom, który prawdopodobnie zamierzali kupić, to wszystko nie zaczęło się nagle wydawać dużo bardziej realne i dużo bliższe niż na przykład wtedy, gdy siedząc w Chicago otwierała kolejnego maila od ich agentki. Chciałaby, żeby było inaczej, ale czasami wciąż ciężko było jej to sobie wyobrazić – miewała momenty, kiedy czuła lekką, bardzo ostrożną ekscytację na myśl o nowym szpitalu i Bostonie, ale miewała też takie, kiedy dalej nie umiała uwierzyć, że będzie im tu dobrze. A wtedy najlepszym pocieszeniem była świadomość, że nawet jeśli ona nie potrafi, to Will bez problemu ich tu sobie wyobrażał, dlatego i tym razem ta wiadomość przyniosła jej jakąś dziwną ulgę, nawet jeśli przez chwilę musiał ich jeszcze wyobrażać sobie w pojedynkę. Mercy za to oparła głowę na jego ramieniu i po prostu przytaknęła. - Jest całkiem ładny, prawda? Chociaż nie wiem, czemu właściwie rozmawiamy o salonie, widziałeś ten gabinet? Przez chwilę uwierzyłam nawet, że się w nim zmieścisz, ale jeśli nie, część książek wrzucimy Jacksonowi do gabloty – uśmiechnęła się lekko, bo jeśli znała swojego męża, domyślała się, że to nie salon obchodził go najbardziej. - Ale ty się nie stresujesz? – upewniła się, trochę żeby sprawdzić, czy miała rację (bo zwyczajnie nie wyglądał na przejętego w tym negatywnym sensie), a trochę chyba po to, żeby mu o tym przypomnieć, bo lubiła się nad sobą znęcać – on reagował właściwie i normalnie, a Mercy niepotrzebnie się martwiła i stwarzała dodatkowe problemy, zupełnie jakby mieli dzisiaj zbyt mało na głowie. I trochę z tego powodu słysząc o tym, że JJowi podobały się zdjęcia, po prostu pokiwała głową. - Wiem, masz rację – zapewniła. Nie do końca chodziło jej teraz o zdjęcia, ale nie widziała teraz sensu w przenoszeniu tych swoich zmartwień na Willa, a tym bardziej na Jacksona, bo to chyba ostatnie, czego teraz potrzebowali. Dużo potrzebniejsza mogła okazać się za to kanapa, więc gdy usłyszała, że nikt się nad nimi nie zlituje i nie da im kanapy, podniosła nieco głowę, by spojrzeć na Willa. - W takim razie mam ważne pytanie. Zaczynamy szukać kanapy, żeby się z tym wyrobić do przeprowadzki, czy jednak idziemy na rekord? – ciężko chyba skuteczniej udowodnić w ośrodku, że nadają się do wychowania dziecka, niż wychowując to, które już mają, w domu bez kanapy i gabloty zamiast telewizora. Bardzo dziwne zdanie mi wyszło, więc musisz pamiętać, że ładnie piszę, ok? Ok. - Ale teraz chyba serio mam ważne pytanie – zmarszczyła lekko czoło. - Kiedy planujemy się przeprowadzać? Wiem, że to zależy od kilku różnych rzeczy, ale… tak mniej więcej? Bardziej czerwiec czy sierpień? – bo we wrześniu, kiedy zacznie się rok szkolny, musieli być już zainstalowani w Bostonie i choć trochę zadomowieni, ale wciąż zostawał im dość duży margines. I choć ciężko było jej się trochę (albo bardzo) nie spiąć, kiedy Will spytał ją o ten dom, po króciutkiej chwili wahania kiwnęła głową: - Jeśli tobie też się podoba, to… tak – przytaknęła. I choć czuła, że nie ma już siły absolutnie na żadną dodatkową decyzję, wiedziała, że nie mieli wyjścia. Dlatego westchnęła, ale zaraz potem pocałowała Willa w ramię i wyprostowała się: - Okej, po kolei, w porządku? – poprosiła. - Teraz powiemy agentce, że się decydujemy, załatwimy co się da z tym domem i pojedziemy do hotelu, okej? I wtedy skończymy wypełniać dokumenty do ośrodka, żeby jutro je im podrzucić – zaproponowała i może to kwestia tego dnia, może tego, że byli bez dziecka, ale bardzo teraz żałowała, że nie może po powrocie do hotelu otworzyć wina. - I… pewnie zamówimy kolację do hotelu? Jutro możemy iść gdzieś poświętować, że będziesz wykładał na Harvardzie, ale dzisiaj mogę nie dotrzeć już dalej niż prysznic i łóżko – uśmiechnęła się, patrząc na Willa odrobinę niepewnie, ale może skoro przeżyli dzisiejszy dzień, wspólny posiłek też przetrwają?
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-04, 19:44
 

- Myślę, że po prostu będziemy musieli przyzwyczaić nasze dzieci, że połowę ich pokoi zajmują moje książki. Jak zaczniemy wystarczająco szybko, może nawet nie zorientują się, że coś jest nie tak – zaproponował, bo najwyraźniej Will był dzisiaj kopalnią świetnych pomysłów wychowawczych. Nie był pewny, jak planował wkręcić to Jacksonowi, który chyba nauczył się już, że fajnie mieć swoją własną przestrzeń, ale spokojnie, coś wymyśli, w końcu za coś musiał dostać ten doktorat. I chociaż faktycznie, szczególnie w porównaniu ze swoją żoną, wyglądał na zdecydowanie bardziej zadowolonego z tego gabinetu niż zestresowanego, po jej pytaniu spojrzał na nią bardzo łagodnie, ale też z odrobiną rozbawienia. - Oczywiście, że się stresuję – powiedział. Nie był pewny, czemu zadawała mu to pytanie i mógłby strzelać, że potrzebowała usłyszeć, że chociaż jedno z nich się nie stresowało, ale Will wcale nie chciał tego ukrywać. - W tej konkretnej sekundzie nie jestem mocno zestresowany, bo czuję się na to zdecydowanie zbyt zmęczony, ale pewnie, że to wszystko mnie stresuje. Nowy dom, nowa praca, adopcja, to… dużo rzeczy, które na siebie bierzemy – wzruszy ramionami, chyba przez chwilę próbując odrobinę usprawiedliwić to, że nie mógł być tym niezachwianym filarem, którego, jak jeszcze czasem mu się wydawało, mogła potrzebować Mercy. Ale oczywiście, że jego też to ruszało. Często w inny sposób niż Mercy, z innym natężeniem, pewnie też te emocje wywoływały w nich różne rzeczy (Will nie bał się, że dom im się rozpadnie, skupiał się za to za bardzo na stanie ich rodziny, zastanawiając się, czemu mógł jeszcze zapobiec), ale – chcieli czy nie chcieli – byli w tym razem. - Teraz możemy musieć się trochę popopisywać, może lepiej mieć chociaż jakiś fotel albo koc – zaproponował, bo on chyba był nieco bardziej podejrzliwy w stosunku do tego, jak ośrodek adopcyjny mógł zinterpretować brak kanapy. - Fantastyczny plan – skwitował, kiedy Mercy zaproponowała im kolejność wydarzeń na ten i następny dzień. A skoro dom najwyraźniej podobał się im obojgu i wyglądało na to, że decyzja podjęła się sama, mogli jeszcze moment poprzytulać się na cudzej kanapie, kiedy Will gadał jeszcze jakieś głupoty na temat wystroju, a potem wrócić do ich agentki i może nawet podpisać jakieś wstępne papiery (może Harvard chciał już wiedzieć, ile powinien na nich wyłożyć). W drodze powrotnej Will zaczął już przelotnie przeglądać ten stos dokumentów dla ośrodka, ale kiedy wrócili do hotelu (biorąc pod uwagę to, jak dużo zrobili w ciągu dnia, pewnie był już wieczór), z dużym entuzjazmem zaczął od zamówienia kolacji i wzięcia prysznica. Jakiś czas później, kiedy skończyli jeść (może po drodze kupili jakieś wino bezalkoholowe, żeby chociaż trochę podtrzymać tradycję?), Will z wciąż mokrymi włosami siedział na łóżku, obracał między palcami długopis i czytał kolejny gigantycznie długi regulamin, którym ośrodek pewnie próbował uchronić się każdego możliwego pozwu. Wreszcie westchnął ciężko, poprawił okulary i spojrzał na Mercy. - Skończyłaś swoje? – spytał, bo może podzielili się tym, żeby poszło im trochę sprawniej. - Bo wygląda na to, że to na tyle z zasad i naszych danych – zerknął na leżącą po jego lewej kupkę. - Masz jeszcze dzisiaj siłę na… pomyślenie o dziecku? – upewnił się. Teoretycznie rozmawiali o tym już kiedyś, ale od tamtej pory zmieniło się tak niesamowicie dużo rzeczy, że teraz, kiedy wzięli się za to na poważnie, wydawało mu się, że powinni przejść przez to jeszcze raz. A jeśli nie jemu, to zdecydowanie reszcie papierów, które na nich czekały.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-06, 22:12
 

– Jeśli się zorientują, jeszcze nic straconego, będą mogli dostawać po kolejnym kartonie książek do pokoju w ramach prezentu. Święta, urodziny, dzień dziecka… najwyżej kupimy bardzo duże kartony – zaproponowała, żeby jej mąż nie był odosobniony w tych swoich genialnych pomysłach, nawet jeśli rozmowa o pokojach ich dzieci wciąż brzmiała trochę abstrakcyjnie. Przyjemnie, ale abstrakcyjnie, jakby rozmawiali o jakichś innych ludziach, którzy będą tu mieszkali ze swoimi dziećmi.
Rzecz w tym, że Mercy naprawdę nie oczekiwała od Willa jakichkolwiek zachowań czy reakcji – założyła, że się nie stresował po prostu dlatego, że nie wyglądał, jakby się tym jakoś mocno przejmował, ale to wcale nie tak, że nie chciała, żeby coś robił albo wolała, żeby zachowywał się inaczej. Nie potrzebowała też żadnych filarów, więc kiedy usłyszała, że Will się stresuje, po prostu pokiwała głową na znak, że rozumie, bo przecież mało rzeczy mogła zrozumieć równie dobrze jak martwienie się czymś. - No jasne. Dzięki, że mi powiedziałeś – powiedziała i wcale nie wyglądała ani na szczególnie rozczarowaną, ani jakby ich rodzina miała się zaraz rozpaść, bo Will przyznał, że stresuje go wywracanie sobie życia do góry nogami i przeprowadzka do innego miasta. - O, koc jest dobry – przyznała i od razu zanotowała sobie w głowie, żeby kupić im z pięć albo dziesięć, jeśli pracownicy z ośrodka je lubią. - I roślinki? Roślinki też powinniśmy kupić, może ich nie zabijemy, zanim przyjdą obejrzeć dom – najwyraźniej Mercy miała coś do roślinek, bo przy JJu chyba też kupiła jakiegoś kwiatka, ale tamtego już dawno pewnie zdążyła zamordować.
Na szczęście wyglądało na to, że znaleźli w Bostonie dom, do którego mogła im w przyszłości tych kwiatków nakupować, a jedynym słusznym sposobem, w jaki Mercy mogła uczcić podpisanie wstępnych dokumentów, było opadnięcie na tylne siedzenie jakiejś taksówki, zignorowanie rzucanych w powietrze uwag kierowcy, który początkowo próbował ich zagadywać i przytulenie się na chwilę do ramienia Willa – w jakiś mało inwazyjny sposób, żeby nie przeszkadzać mu w tym przeglądaniu dokumentów, nawet jeśli ona nie miała teraz siły ruszyć ręką, żeby przewrócić kartki, nie mówiąc o jakimś czytaniu. Po prysznicu i kolacji jej mózg funkcjonował już tylko odrobinę lepiej, więc gdy leżała na brzuchu na łóżku i próbowała przebrnąć przez te wszystkie dokumenty z ośrodka, kilka razy musiała się cofać, gdy docierało do niej, że nie rozumie o czym czyta. Dlatego w odpowiedzi na pytanie Willa pokręciła głową i potrzebowała jeszcze chwili, żeby skończyć czytać, zanim podniosła głowę: - Już – poinformowała, ale kiedy okazało się, że teraz pora porozmawiać wreszcie o dziecku, w tym pierwszym odruchu miała ochotę się wycofać i, na przykład, zabrać się za czytanie jeszcze połowy Willa. Zamiast tego podniosła się na łokciu, żeby móc trochę wygodniej na niego spojrzeć i pokiwała głową: - Dalej chcesz się nauczyć pleść warkocze w razie czego? Wiem, że ja najpierw mówiłam o chłopcu, ale… teraz płeć nie robi mi chyba różnicy, chłopiec i dziewczynka będą okej – przyznała, mimowolnie marszcząc lekko czoło, wciąż trochę zaskoczona tym, że jakaś dziewczynka albo chłopiec będą mogli być ich dzieckiem. - A… co z wiekiem? – spytała powoli, patrząc na Willa trochę niepewnie. - Chcesz pogadać o jakimś niemowlaku czy szukamy dziewczyny w ciąży? Albo… jakieś starsze dziecko? – mocno zmarszczyła czoło, bo tak jak ona od początku niezbyt brała tę opcję pod uwagę, tak nie wiedziała chyba do końca czy Will nie myślał odwrotnie. - Chyba jest tam jeszcze pytanie o choroby dziecka – dodała i zaczęła kartkować dokumenty, żeby znaleźć te dotycząca dziecka.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-13, 22:55
 

- Tylko może nie zamiast kanapy, co? – zasugerował na wieść o kocach i roślinkach, bo o ile pewnie ich dom powinien wyglądać trochę lepiej niż dom w stylu Hartów by pewnie wyglądał, Willowi wydawało się, że nie powinni zapominać też o podstawach. Z drugiej strony, jakoś dziwnie nie obawiał się całego tego sprawdzania ich ze strony ośrodka. Pewnie wiązało się to w dużej mierze z tym, że był po prostu Willem i zakładał, że zawsze prezentował się po prostu dobrze (nie tyle wizualnie, co robił po prostu niezłe pierwsze wrażenie), nie miał też pojęcia, czemu źle miałaby zaprezentować się reszta ich rodziny. Nie martwił się kocami i roślinami, raczej przeskakiwał tę kwestię i leciał prosto do tych poważniejszych rzeczy. Mniej więcej w tym klimacie, w jakim były te, za które zabrali się już niedługo potem, kiedy przebrnęli już przez wszystkie (oby) formalności, które mogli załatwić bez większej refleksji. Po pytaniu Mercy na moment zmarszczył czoło i przekręcił się tak, żeby móc patrzeć prosto na nią. - Mogę nauczyć się pleść warkocze – powiedział, wzruszając ramionami z łagodnym uśmiechem. - W takim razie zaznaczmy, że nie mamy tu żadnych preferencji i… zobaczymy? – zaproponował, wciąż jakby odrobinę niepewnie. Właściwie nie wiedział, jak powinien czuć się w tej sytuacji. Wydawała mu się ważna, może nawet nie tyle dlatego, że robili to, co robili, ale dlatego, że wreszcie robili cokolwiek. Po długich tygodniach, a nawet miesiącach odbijania się od tematu, szukaniu wspólnego języka i odsuwaniu konkretnych ruchów tak bardzo, jak tylko się dało, wreszcie zrobili pierwszy krok i faktycznie rozmawiali o byciu rodzicami kolejnego dziecka. I z jednej strony, chyba chciał się cieszyć, z drugiej jednak nie dość, że był zmęczony, to po przebrnięciu przez górę papierów miał dużą świadomość tego, że to tylko pierwsze kroczki na dość długiej i skomplikowanej drodze. Przez chwilę wpatrywał się jeszcze w Mercy, czekając na jej odpowiedź, a po pytaniu o wiek podrapał się po brodzie i moment czy dwa milczał. - Byłabyś gotowa na szukanie dziewczyny w ciąży? – spytał zupełnie poważnie. - Rozmawialiśmy już chyba o niemowlaku, prawda? Że to chyba coś, co bardziej pasuje do nas, do naszej sytuacji i może JJowi będzie łatwiej się z tym wszystkim oswoić. Nie myślałem chyba o tym, że będziemy szukać kogoś, kto jeszcze jest w tej ciąży, ale… może to całkiem niezła opcja? Mielibyśmy większą kontrolę nad tym, co dzieje się z dzieckiem, a Jackson mógłby przyzwyczajać się małymi krokami – zauważył powoli, skupiając się póki co na jak najbardziej rzeczowych argumentach. - Powiedz mi tylko, czy to nie będzie za trudne – dodał zaraz, patrząc na Mercy z dużym spokojem, ale też troską. Skoro miał nie ukrywać swoich obaw, starał się tego nie robić i pytał ją wprost, czy byłaby w stanie oglądać przynajmniej kawałek cudzej ciąży. A skoro do omówienia mieli jeszcze jedną kwestię, Will zerknął na formularz i przebiegł szybko wzrokiem przez wszystkie podpunkty. - Moglibyśmy pewnie nauczyć się migowego – stwierdził, wzruszając ramionami. - Ale będę szczery, okej? Nie wiem, czy mamy przestrzeń i siłę na dziecko, które może wymagać więcej uwagi. Nie chcę, żeby JJowi obrywało się za to, że wymyśliliśmy mu rodzeństwo – powiedział. - Co o tym myślisz? – upewnił się jeszcze i wyciągnął rękę, żeby odgarnąć Mercy włosy z czoła. A może po prostu, żeby ją dotknąć chociaż na moment.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-17, 23:23
 

Powstrzymała się przed powiedzeniem kolejnej głupiej rzeczy na temat ich nowego domu i po prostu się do niego uśmiechnęła. Will martwił się najważniejszymi rzeczami, a Mercy martwiła się absolutnie wszystkim, często na zapas i zupełnie niepotrzebnie, dlatego wiedziała, że oczywiście potrzebują kanapy, ale już zaczynała się nakręcać i wybiegać myślami w przyszłość, planując zakup dodatków, które nie tylko sprawią, że może im dzieciom będzie się tu fajniej mieszkać, ale też pomogą im przejść przez wszystkie kontrole z ośrodka. A skoro tak, rozejrzała się po wnętrzu raz jeszcze, tym razem zdecydowanie bardziej krytycznie, więc na Willa spojrzała już ze zmarszczonym czołem. - Myślisz, że potrzebujemy tutaj jakiegoś… architekta? Kogoś, kto znajdzie nam kanapę i ogarnie JJowi jakiś fajny pokój? Czy nie mamy już czasu na żadne remonty i kupujemy pierwszą kanapę w sklepie, żeby szybciej się przeprowadzić? – całkiem nieźle zdawała sobie sprawę z tego, że zostało im już dość mało czasu w Chicago, a remont będą mogli przecież zrobić za jakiś czas, jeśli postanowią coś zmienić. Wtedy tylko pozostaje mieć nadzieję, że ludzie z ośrodka nie oceniają domów pod względem tego, jak wnętrza zostały urządzone.
Rozmowy o domu wciąż wydawały jej się trochę łatwiejsze niż rozmowy o dziecku – musiała się lekko uśmiechnąć, słysząc o Willu robiącym warkocze, ale wciąż było jej trochę niewygodnie, bo miała wrażenie, że w tym wskazywaniu płci i innych preferencji było coś… niewłaściwego? Tym bardziej, że to ona nie mogła mieć dzieci, a wybrzydzała. - Mam nadzieję, że JJ nam wybaczy, jeśli skończy z młodszą siostrą – powiedziała po prostu. Kiedyś zawsze wydawało jej się, że tak, płeć ich dziecka robi jej dużą różnicę, ale teraz nie kochała przecież JJa ani mocniej, ani mniej, tylko dlatego, że był chłopcem.
- To… pewnie może być trochę trudne – przyznała, zagryzając wargę i przez chwilę przyglądała się Willowi, zastanawiając się, jak mu to najlepiej wyjaśnić tak, żeby mógł to zrozumieć. - Wiesz, ja… czuję, jakby ktoś zabrał mi całe… doświadczenie? – wzruszyła lekko ramionami, przekonana, że to nie jest najlepsze słowo, ale innego nie miała. - Nie chodzi tylko o bycie w ciąży, ale też o to, że masz małe dziecko i że jesteś z tym dzieckiem i… o to wszystko, o czym nie mam pojęcia. I przede wszystkim dlatego chciałabym adoptować małe dziecko. Jasne, że to dla mnie ważne, żeby JJowi było z tym jak najłatwiej, żeby to pasowało do nas, ale… ale przede wszystkim sama chciałabym zobaczyć, jak to jest. I jasne, że cudze ciąże wciąż trochę mnie uwierają, ale nie uwierają mnie bardziej niż, nie wiem, cudze niemowlaki – spojrzała na Willa, żeby sprawdzić, czy cokolwiek z tego co powiedziała miało jakiś sens.
– Ja nie mam – przyznała bez większych ogródek, ale z miną, po której Will bez trudu mógł się zorientować, że czuła się z tego powodu trochę winna. - Nie chcę niczego zabierać JJowi, ale nie chcę też niczego zabierać nam. Chcę dalej pracować, wrócić do doktoratu, robić fajne operacje i chyba nie jestem gotowa, żeby to wszystko zeszło na dalszy plan, żeby wozić dziecko po lekarzach albo rehabilitacjach – powiedziała bez ogródek, nawet jeśli czuła się przez to jak najgorszy człowiek na świecie. - Brzmi obrzydliwie, co?
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-21, 22:20
 

Will prawdopodobnie był szczerze zdziwiony, kiedy Mercy uświadomiła mu, że istnieją ludzie, którzy zawodowo (i pewnie jeszcze z zamiłowania) zajmują się planowaniem innym ludziom kolorów farb i mebli, ale… właściwie czemu nie? Pomysł uznał za zupełnie niezły, szczególnie że jeśli Harvard planował im wszystko postawić, mogli zainwestować chociaż w jakiś projekt i fajniejsze wyposażenie, jeśli taka była potrzeba reszty członków rodziny (Will mógł co prawda nawet nie zauważyć, jak pozmieniają się kolory jakichś pokoi, bo w kolory generalnie nie był najlepszy, ale to nic nie szkodzi). Skoro ustalili, że mogą jednak spróbować z kimś, kto im ten dom ogarnie i oni nie będą musieli martwić się pamiętaniem lub niepamiętaniem o kanapie, przyszła pora na kwestie, w których niespecjalnie ktoś mógł działać za nich Will właściwie nie sądził, że by tego chciał – to wszystko było niesamowicie ważne. To, o czym rozmawiali już kiedyś, o swoim dyskomforcie przy całym tym procesie wybierania dziecka i to, co robili teraz, kiedy w końcu podejmowali jakieś decyzje, żeby ruszyć dalej. Był chyba zbyt zmęczony na nadmierny entuzjazm, przez ostatnie miesiące w krew weszła mu też większa zachowawczość w okazywaniu jakichkolwiek silniejszych emocji, ale po prostu uśmiechnął się do Mercy i mimo wyczerpania tym dniem widocznego na twarzy, było w tym coś radosnego. - Może w razie czego przekupimy go tym, że to nie on będzie musiał robić jej te warkocze? – zaproponował. Tak właściwie, to jeśli ręka Willa akurat nie będzie mu w niczym przeszkadzała, może ze swoją neurochirurgiczną precyzją Hartowie powinni być w skomplikowane fryzury całkiem nieźli, nie?
Przestał się uśmiechać, ale przez cały czas słuchał Mercy z bardzo łagodnym, spokojnym spojrzeniem. Wydawało mu się, że rozumiał to, co do niego mówiła. On sam nie miał chyba takiej potrzeby, to nie było jego doświadczenie, ale… rozumiał. - W takim razie zaznaczymy, że chcemy, żeby jakaś dziewczyna w ciąży wybrała nas – powiedział po prostu, zerkając na kartę z ośrodka. - I będziemy mieli tak dużo z tego doświadczenia, jak tylko możemy. – Nawet jeśli nie zależało mu na tym jakoś szczególnie, byciem z dzieckiem od samego początku faktycznie brzmiało na coś bardzo wyjątkowego, niezależnie od tego, kto miał to dziecko urodzić. - A jeśli ktoś nas wybierze i okaże się, że ta ciąża jest dla ciebie trudna, to… przejdziemy przez to razem, okej? – upewnił się jeszcze. Nie do końca wiedział, jak dużo razy mógł mówić Mercy, że w razie potrzeby był dostępny i chciał ją wspierać, szczególnie jeśli to wsparcie nie zawsze mu wychodziło, ale teraz szczególnie mocno chciał, żeby pamiętała, że bardzo zależało mu na zrobieniu tego wszystkiego z nią. Żeby to było otwarte i faktycznie dla nich, bez ukrywania czegokolwiek i bez robienia z tego doświadczenia kolejnego pola na kłótnie. - Nie brzmi obrzydliwie – zaprzeczył spokojnie. - Brzmi tak, jakbyśmy nie mogli zbawić świata, nawet gdybyśmy bardzo chcieli. To dobrze, że wiemy, na co jesteśmy w stanie sobie pozwolić – wzruszył ramionami, przekręcił stronę i jeszcze raz przebiegł wzrokiem ewentualne kwestie, które mieli poruszyć. Wreszcie podniósł głowę i spojrzał z powrotem na Mercy. - Cholernie mocno cieszę się, że będę miał z tobą kolejne dziecko – powiedział, chyba wiedziony gdzieś odkryciami z ich terapii małżeńskiej, o dzieleniu się ze sobą różnymi przemyśleniami, zamiast zakładać, że druga strona i tak wie, domyśli się albo w ogóle nie potrzebuje tego usłyszeć. - I nie wiem, co ty na to, ale ja nastawiałem się na jakieś świętowanie – dodał zaraz, uśmiechając się znacznie szerzej. Wstał z łóżka, rozpiął ich walizkę i z ubrań (może chociaż spakować się sam umiał) wyciągnął butelkę wina bezalkoholowego (raczej tego za 4 dychy, nie cin cina). - Co ty na to? – zaproponował. Nie miał pojęcia, jak potoczy się ten dzień, ale najwyraźniej miał nadzieję, że nieźle. I że, skoro mieli już weekend w miarę dla siebie, chociaż jedną rzecz może będą dzieci zrobić po prostu jak oni.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-22, 18:57
 

27

Od jakiegoś czasu Mercy Hart z pewnym zaskoczeniem odkrywała, że życie potrafi być całkiem znośne. Po powrocie do Chicago powoli zaczynała pozwalać sobie na ekscytację, na razie dość ostrożną, tym wszystkim, co ogarnęli w Bostonie – domem, adopcją i najwyraźniej tym, że wciąż (albo znów) potrafią spędzić wieczór na piciu wina i całowaniu się, nawet jeśli tym razem wino musiało być bezalkoholowe. W dodatku książka Willa miała już swoją oficjalną premierę, co Mercy traktowała w pewnym stopniu jak kolejną rzecz, którą udało im się – a raczej jemu – doprowadzić w Chicago do końca, co oznaczało, że byli o krok bliżej wyprowadzki. A jeśli mowa o wydarzeniach, które zbliżały ich do Bostonu, to ktoś tutaj miał wreszcie egzamin i… wygląda na to, że Mercy nie była już dłużej rezydentką. Musiała jednak przyznać, że z jakiegoś dziwnego powodu nie czuła się po tym egzaminie najlepiej – choć zdobyła jakiś absurdalnie wysoki wynik, niezbyt potrafiła się z tego cieszyć albo chociaż być z siebie zadowoloną, w dodatku po egzaminie zyskała sporo wolnego czasu, którego nie umiała sensownie spożytkować, bo nie umiała przecież odpoczywać. Zamiast tego nadrabiała czas z Jacksonem, biegała, szukała kogoś, kto urządzi im nowy dom, planowała im przeprowadzkę i, najwyraźniej, odbierała męża z wywiadów. Jak do tego doszło, nie wiedziała, ale chciało jej się kawy, chciało jej się wyjść z domu, a przede wszystkim chciało jej się Willa, więc po tym, jak pojechała odebrać JJa ze szkoły i odkryła, że ich syn już umówił się z Charlie, że po lekcjach pojadą razem do niej, ustaliła wszystko z panem Fitzgeraldem i zadzwoniła do męża, żeby dać mu znać, że mają chwilę wolnego. Ustalili pewnie, że po prostu wpadnie po niego do radia i chwilę razem pobędą, zanim będą musieli ratować Fitzgeraldów przed ich synem. Skoro jej mąż był zajęty udzielaniem wywiadów, miała jeszcze trochę czasu i zdążyła wpaść do dyrekcji, żeby załatwić jakieś formalności przed zmianą szkoły Jacksona, a potem podjechała do siedziby radia i czekała na Willa gdzieś na dole.
– Cześć, gwiazdo – przywitała się z nim z taką powagą, na jaką mogła się teraz zdobyć i zadała najważniejsze pytanie: - Powiedziałeś coś bardzo głupiego? – zainteresowała się, jak przystało na bardzo miłą i wspierającą żonę, którą przecież zawsze była. Wrzuciła telefon do torebki i wreszcie wstała, żeby dać mu buziaka. - Znalazłam fajną architektkę, to potem pokażę ci jej stronę, okej? Ale najpierw musisz mi opowiedzieć jak było. I najpierw muszę kupić kawę. Chcesz coś zjeść czy kawa wystarczy? – może nie była najbardziej wspierającą żoną, ale przynajmniej nie zawracała mu głowy pytaniami o to, czy w ogóle chce kawę. - Umówiłam się, że przyjedziemy po JJa koło dziewiętnastej – dodała jeszcze i wyciągnęła do niego rękę, bo najwyraźniej kochała go na tyle, żeby po prostu stąd wyjść, powstrzymując się od wszystkich głupich pytań – na przykład o to, czy nie chce zrobić sobie jeszcze zdjęcia na pamiątkę albo czy zaczyna już rozdawać autografy. Tym bardziej, że akurat jego podpis potrafiła podrobić sama, skoro sprawdzała za Willa wejściówki.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-06-29, 22:07
 

Will właściwie całkiem dobrze odnajdował się w rzeczywistości, w której bardzo dużo się działo. Rzadko kiedy doświadczał przestymulowania, co najwyżej zmęczenia, ale z drugiej strony w jakimś stopniu zmęczony był zawsze (chociaż je wory pod oczami ostatnio były jakby mniejsze, a już na pewno dużo mniejsze od tych, które miał w Kalifornii), a jednym z jego talentów było działanie pod presją i w ogromnym zamieszaniu. Ale nawet on był całkiem zaskoczony, kiedy okazało się, że gdzieś między kończeniem pracy w Chicago, przeprowadzką do Bostonu, terapią małżeńską, depresją Mercy, adopcją i zajmowaniem się Jacksonem, udało mu się faktycznie skończyć tę książkę. Nigdy nie planował jakiejś wielkiej kariery literackiej, dobrze czuł się w zwięzłej, konkretnej formie artykułu i w jakimś sensie uważał, że lekarze, którzy pisali książki popularnonaukowe (albo wykładali na uniwersytetach) dawali światu znać, że z ich karierą nie jest najlepiej, ale… chyba całkiem nieźle się przy tym wszystkim bawił. Wiedział, że potrafił dobrze tłumaczyć, wiedział też, że miał całkiem sporo ciekawych historii do opowiedzenia, nie spodziewał się chyba jednak, że faktycznie uda mu się dopiąć to wszystko na ostatni guzik, nie zabić swojego redaktora (na szczęście z kolejnym już tylko miłość) i faktycznie doczekać premiery. Większość rzeczy związanych z promowaniem czegokolwiek nie brzmiało na ulubione rozrywki Willa, więc jeśli tylko mógł, trzymał się od tego z daleka, ale wywiad w radiu (na pewno w jakiejś mądrej audycji) całkiem go zainteresował, więc nawet za specjalnie nie kręcił na niego nosem. A już na pewno nie kręcił nosem na widok swojej żony, która postanowiła go dzisiaj zabrać. - Cześć, żono gwiazdy – odpowiedział, najwyraźniej w całkiem niezłym humorze. - Prawdopodobnie same głupie rzeczy, jak zwykle. Mogło wyjść tak kiepsko, że będziemy musieli się przez to przeprowadzić – dodał jeszcze, bardzo mało subtelnie unosząc brew i patrząc na swoją małżonkę tak, jakby próbowała zasugerować, że Will kiedykolwiek mówił głupie rzeczy (zawodowo, tak prywatnie to mówił masę głupot). Mimo tej zniewagi chętnie pocałował ją jednak na dzień dobry. - Czyli jaka jest kolejność? – upewnił się jeszcze, jak na intelektualistę przystało i zerknął na zegarek. - Dziewiętnastej, tak? – spytał takim tonem, jakby coś właśnie przychodziło mu do głowy, a potem wziął Mercy za tę rękę. - W takim razie chodź, zabieram cię dzisiaj na obiad. Z kawą – poinformował ją, najwyraźniej z ogromną nadzieją, że Fitzgeraldowie jednak nie opchną im ich syna przed tą dziewiętnastą (ale myślę, że jeśli tak długo wytrzymali ze sobą, to jeden dzień z Jacksonem nic im nie zrobi). - Jeszcze nie świętowaliśmy twojego egzaminu. Ani książki, jeśli bardzo chcesz – wyjaśnił, dając jej w razie czego furtkę, gdyby wcale tego egzaminu świętować nie chciała. Widział, że nie skakała po nim z radości, ale chyba niekoniecznie mieli ostatnio czas, żeby to jakoś dokładniej omówić. - Ewentualnie to, że chwilę przed wywiadem zadzwonili do mnie z ośrodka adopcyjnego. Wszystkie papiery przeszły, będziemy mogli ruszać dalej – uśmiechnął się trochę szerzej niż jeszcze chwilę temu. To wciąż niczego specjalnego nie oznaczało, ale wydawało mu się, że w ich sytuacji zamknięcie za sobą kolejnego etapu jednak było okazją do świętowania.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-01, 18:18
 

– Mhm, Boston wystarczy czy było tak źle, że powinniśmy się przenieść do miejsca, w którym ludzie nie mówią po angielsku? – spytała uprzejmie, kiedy już okazało się, że jej męża wstyd gdziekolwiek samego wysłać. Patrząc jednak na to, jak świetnie szło jej układanie im planu, z którego dałoby się cokolwiek zrozumieć, okazuje się, że pod tym względem też dość nieźle się dobrali. Zdawała sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedziała (w przeciwieństwie do mnie, ja musiałam przeczytać kawałek własnego posta, brrr), więc w odpowiedzi na pytanie Willa po prostu ciężko westchnęła, trochę nad sobą, a trochę nad nim. - Ruszamy na poszukiwanie kawy, a ty w tym czasie opowiadasz mi o tym, jak ci poszło i, generalnie, zabawiasz mnie rozmową, kiedy ja trochę narzekam, bo dawno nie piłam kawy – wyjaśniła mu raz jeszcze, pewnie dość uczciwie zapowiadając chłopakowi, co może go wkrótce czekać. - Chyba że postanowiłeś nie odpowiadać już na żadne pytania, jeśli żaden dziennikarz tego nie nagrywa, ale w tej sytuacji mamy mały problem – dodała jeszcze, bo najwyraźniej bez kawy była nie tylko marudna, ale i wredna. No kto by się spodziewał. - Z dużą kawą? – dopytała jeszcze, żeby nie było, że Mercy jest taka łatwa. A skoro już jesteśmy przy byciu łatwą – kiedy Will upewnił się, ile mają czasu, jej samej zupełnie idiotycznie przyszło do głowy, że mogliby teraz jechać do domu i do tej dziewiętnastej uprawiać seks, ale to brzmiało w tym momencie jak coś, co mogłoby się wydarzyć co najwyżej w jakiejś alternatywnej rzeczywistości (chociaż myślę sobie, że kiedyś spędzanie kilku wolnych godzin w łóżku totalnie byłoby ich główną rozrywką), więc jeśli obiad był w pakiecie z kawą, brzmiało to na całkiem dobry plan. - Oczywiście, że bardzo chcę – przytaknęła, bo sukcesy męża doceniała zdecydowanie bardziej niż własne. Nie pomyślała jednak o tym, że mogłaby potrzebować jakiejś furtki – wydawało jej się chyba, że temat jej egzaminu był już zamknięty, zwłaszcza biorąc pod uwagę natłok spraw związanych z pracą Willa i ich przeprowadzką. Jasne, że nie skakała po egzaminie z radości, bo zwyczajnie nie potrafiła się z tego cieszyć i traktować jako czegoś, co jej się udało, więc miała prawo być z siebie zadowolona. W dodatku koniec rezydentury zawsze był czymś, co wydawało jej się bardzo odległe i ciężko było jej nie myśleć ciągle o tych wszystkich planach, których nie udało jej się zrealizować w trakcie – miała przecież zrobić doktorat i urodzić dziecko, gdzie się to wszystko podziało? Nie umiała powiedzieć, czy z tego powodu kiepsko się ostatnio czuje, ale tak jak samo branie antydepresantów było trudne, zdecydowanie trudniejsze okazało się to, że nawet po lekach, które miały przecież to naprawić, wciąż bywało ciężko, więc miała wrażenie, że nawala na kilku poziomach jednocześnie. Wygląda jednak na to, że niektóre rzeczy mogły im iść lepiej niż jej leczenie – kiedy usłyszała o ośrodku, zatrzymała się (jeśli trochę się ruszyli do tej pory) i spojrzała na Willa tak, jakby była przekonana, że w ośrodku ich odrzucili i jeszcze nazwali Mercy brzydką. Na szczęście pozwoliła mu skończyć i uśmiechnęła się, wciąż trochę ostrożnie. - Czekaj, to znaczy koniec papierów czy jeszcze więcej papierów? – dopytała.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-02, 23:37
 

- Na wszelki wypadek poszukajmy czegoś awaryjnie trochę dalej, może być Azja – zadecydował, najwyraźniej w naprawdę niezłym humorze. Przynajmniej dopóki nie zorientował się, co to, co mówiła do niego jego żona, właściwie oznaczało. - Poczekaj – powiedział i dla epszego efektu i podkreślenia dramatyzmu sytuacji sam się zatrzymał. - Próbujesz mi powiedzieć, że nie słuchałaś tego na żywo? – upewnił się, marszcząc mocno brwi. - Może zaraz powiesz mi jeszcze, że tak naprawdę nie przeczytałaś żadnego z rozdziałów, które ci podrzuciłem? – dodał tonem, który pewnie mógłby i brzmieć na zupełnie poważny i oburzony, gdyby nie to, że Mercy znała go chyba trochę za długo, żeby wiedzieć, że Will ani trochę nie przejmował się takimi rzeczami. To mógł nie być jego pierwszy wywiad w życiu, bo prawdopodobnie przeprowadził z jedną czy dwie dość medialne operacje, miał spore doświadczenie w opowiadaniu o tym, co robił, żeby kogoś nauczyć, ale też żeby szpital dostał więcej hajsu i zdarzyło mu się sporo gadać z okazji różnych konferencji, naprawdę nigdy nie wymagał od Mercy, żeby tego wszystkiego słuchała. Szczególnie teraz, kiedy naprawdę nie wydawał się specjalnie przejęty – mówił o tym, na czym się znał, a w kwestii wiedzy medycznej ego Willa było napompowane pod sam sufit, czym miał się niby przejmować? - Może w takim razie powinniśmy jednak wrócić do domu, żebyś mogła odsłuchać to wszystko trzy razy, tak dla pewności? – zaproponował jeszcze, zanim odechciało mu się udawać oburzonego człowieka, a może trochę bardziej zechciało mu się iść już na to żarcie. - Poszło mi normalnie, może nikt nie postanowi po tym wywiadzie jednak wycofać tej książki ze sprzedaży – podzielił się z nią swoimi przeżyciami bardzo mocno w stylu Willa. - Ale jeśli mam cię zabawiać rozmową, mogę ci opisać dokładnie, co jadłem na śniadanie, chcesz? – zaproponował zamiast tego, bo był tylko sobą, nie miał najbledszego pojęcia, co o tej rozmowie mógłby jej jeszcze powiedzieć. Nie był też pewny, co jadł na śniadanie, o ile w ogóle je zjadł, więc sporo ryzykował, ale to jedyne, co wpadało mu zamiast tego do głowy. - Może powinnaś dostać w takim razie jedną w nagrodę za wyniki? – zaproponował z rozbawieniem, zerkając na Mercy. On sam jej egzamin uważał za dużo istotniejszy niż swoją książkę, głównie dlatego, że miał do tej książki stosunek czysto rekreacyjny. Nie miała zmienić niczyjego życia, nie była też jego celem życiowym, wyszła raczej zupełnym przypadkiem i nic by się w jego życiu nie zmieniło, gdyby nie wyszła w ogóle. Wciąż wolałby być lekarzem dużo bardziej niż wykładowcą i – o zgrozo – pisarzem, ale przez ostatnie kilka lat udało mu się przynajmniej zaakceptować, że lepiej wychodził na nienarzekaniu na swoją sytuację zawodową, bo i tak nic sensownego z tego nie wychodziło. I chyba zwyczajnie cieszył się ze wszystkiego, co im ostatnio wychodziło, tak po prostu, bez jakichś specjalnych dramatów wokół. - Prawdopodobnie jeszcze więcej papierów – odparł, kiedy zatrzymał się razem z nią. - Ale jeszcze nie teraz, teraz wylądowaliśmy w systemie i… czekamy, aż ktoś weźmie nas pod uwagę – wzruszył lekko ramionami, chyba próbując pokazać, że nie miał pojęcia, kiedy to się mogło wydarzyć. Ale od teraz faktycznie mogło. I nawet jeśli czekała ich pewnie jeszcze długa przeprawa, to i tak całkiem duży krok. - Czyli mamy dzisiaj trzy okazje do świętowania? – upewnił się, kiedy ruszyli, pewnie w stronę samochodu (albo dwóch samochodów, skoro Will musiał jakoś tu przyjechać?), a samochodu do jakiejś swojej ulubionej restauracji.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-03, 17:48
 

– Nie mówię nie, ale sam będziesz nam szukał w tej Azji domu – ostrzegła już na samym początku, tym samym chyba dając Willowi ostateczny dowód na to, że ani trochę nie wierzy, że źle mu poszło – przecież w życiu nie zgodziłaby się na to, by Will w pojedynkę wybrał im nowy dom. Nie tylko dlatego, że stanowczo zbyt często wyłaził z niej mały control freak, przede wszystkim dlatego, że znała estetyczne upodobania swojego męża (a raczej ich brak) i bała się nawet myśleć, gdzie by wylądowali. Z drugiej strony, przynajmniej mogłaby mieć wtedy pewność, że budynek będzie dość solidny. A potem, jak na świetną żonę przystało, zatrzymała się razem z nim, choć westchnęła przy tym bardzo ciężko, jak ktoś, kto przed chwilą mu powiedział, że potrzebuje kawy, żeby przeżyć, a własny mąż jej to utrudnia. - Nie mogłabym, gdybym słuchała w samochodzie, zaczęłabym płakać nad tym, jaki jesteś mądry, jak ładnie mówisz i jaki masz ładny głos, a wtedy stanowiłabym zagrożenie na drodze. Wolę przeżywać to, jakie mam szczęście, że żadna inna z tobą nie wytrzymała, więc wziąłeś ślub ze mną, kiedy nie siedzę za kierownicą – wytłumaczyła mu z powagą Mercy, która musi sterczeć w jakimś radiu zamiast szukać kawy (czyli dość poważnie). - Czekaj, to te kartki to były twoje rozdziały? Dawałam je Jacksonowi, żeby mógł malować na odwrocie, ale na pewno bardzo ładna jest ta książka – zapewniła, unosząc brew. Jeśli faktycznie dawał jej swoją książkę do czytania, Mercy pewnie była bardzo czepialską czytelniczką (spoko, Will zemści się przy jej doktoracie), ale sama przecież od początku uczyła się właśnie od niego, więc nie miała żadnych wątpliwości, że takie rzeczy jak wywiad w radiu czy wystąpienie na konferencji nie były żadnym dużym wyzwaniem, którym trzeba się martwić. - Aż trzy? Nie wiem czy nasz ośrodek się nie rozmyśli, gdy dowie się, że mnie torturujesz – uśmiechnęła się dość szeroko, a potem po prostu ruszyła w stronę wyjścia, na wypadek gdyby Will chciał wcielić swój plan w życie. - Koniecznie, powiedz mi też, kim była ta blondynka, która zrobiła ci śniadanie – zaproponowała uprzejmie – pokroić pomidora na kanapkę albo zalać płatki mlekiem potrafiła całkiem nieźle, w dodatku miała chyba najmniejszy problem z wczesnym wstawaniem z całej rodziny, więc może śniadania zwykle były po jej stronie. Przynajmniej dopóki JJ nie chciał naleśników, wtedy musiała wołać Willa na ratunek. Swoje wyniki egzaminu skwitowała tylko wzruszeniem ramionami, bo nawet jeśli poszło jej dobrze na egzaminie, to przecież nie udało jej się osiągnąć wszystkich celów, jakie nadambitna, przesadnie wymagająca Mercury Mercer, która chciała zostać gwiazdą neurochirurgii, sobie postanowiła, więc w jej świecie nie zasługiwała na żadną nagrodę – zdecydowanie lepiej szło jej dokopywanie samej sobie niż radość z sukcesu. A koniec rezydentury tym ciężej było jej świętować, że… chyba trochę nie miała z kim tego robić? Po przeprowadzce do Chicago Mercy jedną nogą wciąż została trochę w Kalifornii – to tam miała przyjaciół i ludzi, z którymi zaczynała staż i rezydenturę, do obecnego szpitala dołączyła zbyt późno i, przede wszystkim, w obecnym szpitalu sama nie chciała sobie szukać nowych przyjaciół, więc nie czuła się z nimi szczególnie zżyta. A gdy usłyszała odpowiedź męża, uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową: - Całe szczęście, że w wypełnianiu papierów jesteśmy całkiem nieźli – zauważyła i bez większego marudzenia zgodziła się na potrójne świętowanie. Dopytała go jeszcze o ten wywiad, zadając mu trochę konkretniejsze pytania niż do tej pory, a kiedy dotarli do knajpy i Mercy dostała swoją kawę, mogła pokazać mu stronę architektki, którą im znalazła. - Co myślisz, jest okej? – upewniła się, biorąc łyka. - Mnie najbardziej obchodzi to, że jest w Bostonie i jeśli chcielibyśmy na przykład zrobić remont w kuchni czy łazience, to to nie tylko ma jakichś swoich ludzi od remontów, ale też nadzorowałaby ich pracę, więc my nie musielibyśmy się ruszać z Chicago – wyjaśniła. - Tylko żeby zacząć, będziemy musieli chyba ogarnąć, co robimy z pokojem… przyszłego niemowlaka. Malujemy ściany i zostawiamy pusty pokój? Robimy z tego na chwilę sypialnię gościnną albo, nie wiem, składowisko kartonów? – żadna z opcji, które przychodziły jej do głowy, jej się nie podobała, łącznie z tym, że tych kartonów będzie przecież z milion.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-04, 12:21
 

Zerknął na Mercy z odrobinę zmrużonymi oczami, jakby nieco podejrzliwie, kiedy okazało się, że z całej gamy jego genialnych żartów, nie podjęła tylko tego o książce i o egzaminie. Chwilowo nie ruszył jednak tematu, głównie dlatego, że niezbyt mieli na to chyba miejsce. Ciężko było mu odczytać jej emocje, ale nie miał wątpliwości co do tego, że to wszystko go ciekawiło – szczególnie to, czemu temat właściwie zniknął zaraz po tym, jak się pojawił, skoro ostatnie tygodnie, jeśli nie miesiące, egzamin był w jej życiu jednym z najistotniejszych tematów. Pamiętał też, że miała w tej kwestii sporo obaw i chyba czuł, że powinien być na siebie odrobinę zły przez to, jak zaniedbał całą tę sprawę przez jego własne zamieszanie. Najpierw dał im jednak dojechać do knajpy i zacząć od kawy oraz architektki. I chyba kofeina najpierw była całkiem niezłą decyzją, bo skupienie się na wystroju wnętrz było w jego życiu dość wymagającym wyzwaniem. Przyglądał się więc tym zdjęciom solidną chwilę z mocno zmarszczonym czołem, aż wreszcie z miną eksperta pokiwał głową. - Myślę, że jest okej – zawyrokował, zupełnie jakby faktycznie mógł powiedzieć jej cokolwiek innego. Nawet jeśli istniały jakieś rzeczy, które mu przeszkadzały (przede wszystkim te niepraktyczne), całkowicie ufał gustowi Mercy. Nie wspominając już o tym, że ktoś, kto za nich skontroluje remont, faktycznie brzmiał bardzo sensownie i zdecydowanie w guście Willa. - Myślisz, że będziemy długo na niego czekali? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie, próbując przede wszystkim wyczuć nastawienie Mercy. Jego praktyczna strona gotowa była zrobić po prostu pokój, do którego dziecko mogłoby się wprowadzić za dwa miesiące albo za dwa lata, ale ta bardziej emocjonalna, od dłuższego czasu również dopuszczana do głosu, czuła chyba jakąś obawę. Na przykład przed tym, że nikt się na nich nie zdecyduje (chociaż oczywiście uważał ich za idealnych kandydatów) i zostaną z pokojem, do którego nigdy nie zajrzą, bo będzie to za bardzo bolesne. - Może w takim razie pomalujmy ściany, poprośmy ją o jakiś wstępny projekt i na chwilę zrobimy sobie tam po prostu jakiś… składzik? Skoro to ma być pokój dla dziecka, niech będzie pokojem dla dziecka, ale pewnie na początku przyda nam się trochę dodatkowej przestrzeni – zaproponował ostrożnie. Wydawało mu się, że to optymalne rozwiązanie – wiadomo, że nie dostaną małego Harta w dniu przeprowadzki i faktycznie może im się przydać dodatkowy pokój na rzeczy, które nie będą miały swojego miejsca, ewentualnie faktycznie gdyby ktoś chciał ich odwiedzić, ale z drugiej strony, będą mieli coś, co na ich dziecko w razie czego czeka i czego przerobienie nie zajmie im tak dużo czasu. - Nie wiem, co o tym myślisz? – spytał jeszcze i napił się kawy. A kiedy doszli do jakiegoś wniosku w kwestii pokoju i może zamówili już obiad, Will jeszcze chwilę czy dwie bardzo uważnie przyglądał się Mercy, aż wreszcie spytał tak bezpośrednio, jak kiedyś miał w zwyczaju: - O co chodzi z twoim egzaminem? Nie wyglądasz, jakbyś się z tego cieszyła. Widzieliśmy jakieś inne wyniki czy wydarzyło się po drodze coś, o czym jeszcze nie wiem?
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-06, 14:59
 

Myślę, że akurat tych niepraktycznych elementów nie było za dużo na projektach architektki, którą Mercy im znalazła. Nie zależało jej na salonie urządzonym w kolorach roku ani kanapie od włoskiego projektanta, cały ten pomysł z zatrudnieniem kogoś przyszedł jej do głowy przede wszystkim ze względów praktycznych. Mieli syna i dom pełen rzeczy, planowali drugie dziecko, a Will potrzebował w nowym domu miejsca do pracy – wydawało jej się, że jakaś projektantka łatwiej i szybciej niż oni to ogarnie i pokaże im, jak najlepiej ustawić łóżko i szafę albo jak ogarnąć pokój JJa. Na tym jej potrzeby właściwie się kończyły, więc kiedy Will zaakceptował architektkę, po prostu kiwnęła głową, uznając sprawę za załatwioną. - Nie wiem – przyznała, wzruszając lekko ramionami. - Myślę, że przez jakiś czas po tym, jak się przeprowadzimy, pokój na pewno będzie stał pusty, ale… tak realnie? Pewnie będziemy mieć szczęście, jeśli to w ogóle będzie w tym roku – starała się przygotować na nieco dłuższe czekanie, tym bardziej, że zdecydowali się na dziewczynę w ciąży – nawet jeśli ktoś ich wreszcie wybierze, to może minąć kolejnych kilka miesięcy, zanim dziecko się urodzi i będzie mogło zacząć się drzeć w pokoju u Hartów. - Myślisz, że potrzebujemy projektu? To znaczy, u JJa zdecydowanie potrzebujemy, bo musimy tam wcisnąć wszystkie jego zabawki, wcisnąć pewnie jakieś biurko i jeszcze zostawić miejsce, żeby miał gdzie spać i gdzie się bawić, ale… noworodek potrzebuje chyba zdecydowanie mniej rzeczy, co? – zmarszczyła dość mocno czoło, próbując złapać to, czemu ma opory przed tym projektem. Wreszcie westchnęła i spojrzała na Willa nieco przepraszająco: - Trochę się boję, czy to nie jest na to… za wcześnie? Myśleć o urządzaniu pokoju, kiedy nie mamy jeszcze dziecka, które w tym pokoju zamieszka. Poza tym… nie wiem, chyba… chyba sama chciałabym mu wybrać łóżko? – trochę bardziej spytała niż stwierdziła, tym bardziej, że przecież domyślała się, że to zupełnie nie była potrzeba Willa i czuła się odrobinę niezręcznie z tym, że jej najwyraźniej tak. - Składzik brzmi zupełnie okej, tylko trochę się martwię, czy ludzie z ośrodka uznają tak samo – przyznała, bo za jakiś czas czeka ich chyba też wizyta kogoś, kto sprawdzi czy mają w domu odpowiednie warunki i mogli przecież trafić na kogoś mniej praktycznego niż ona i jej mąż. Napiła się jeszcze łyka kawy, dzięki czemu dość mało marudziła przy wybieraniu obiadu, a potem spojrzała na Willa z lekkim zaskoczeniem. - Nie wiem, o co mnie pytasz, o co ma chodzić z moim egzaminem? – spytała, a potem wzruszyła po prostu ramionami: - Moje wyniki były zupełnie okej, ale nauczyłam się, to zdałam, z czego mam się tutaj cieszyć? – wydawało jej się, że nauczyć potrafił się każdy głupi, a skoro było już po egzaminie, przestała to przeżywać, a zamiast tego miała przestrzeń, żeby bardziej skupić się na adopcji, szukaniu architektki czy tym, że zamierzała przebiec maraton i przy tym nie umrzeć.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 


Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: