Poprzedni temat «» Następny temat




43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-07, 23:09
 

- Nie wiem, czy noworodek potrzebuje dużo mniej rzeczy, ale myślę, że rodzice, którzy jeszcze nie mieli noworodka, mogą mieć taką nadzieję – powiedział z rozbawieniem, bo pewnie, że musieli się w tych kwestiach jeszcze zorientować, żeby dowiedzieć się, że nie tylko będą musieli mieć masę rzeczy też dlatego, że noworodek dość szybko przestaje być noworodkiem. Na każde wyjście będą musieli zabierać cały samochód rzeczy dla dziecka i Will pewnie opierał się teraz właśnie na jakichś rzucanych na uniwersytecie czy w szpitalu uwagach znajomych, którzy cierpieli z tej okazji dość mocno. Ale oni mieli jeszcze przecież chwilę, żeby się takich rzeczy dowiedzieć dokładniej i do nich przyzwyczaić, bo jemu też wydawało się, że w tym roku nie mieli raczej na co liczyć. - W takim razie sama wybierzesz mu łóżko – powiedział miękko, patrząc na Mercy bez cienia zaskoczenia czy niezrozumienia. - Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli mnie też zaangażujesz w proces, obiecuję na nic nie narzekać – dodał zaraz, uśmiechając się do niej bardzo łagodnie. Will, owszem, takiej potrzeby nie miał, bo rzeczy takie jak wystrój pokoju były dla niego nawet nie drugorzędne, a pewnie gdzieś dziesięciorzędne, ale przecież doskonale rozumiał, że w tej kwestii można było mieć różne potrzeby. Bardzo zależało mu na tym, żeby Mercy miała w przypadku ich przyszłego dziecka tak dużo do powiedzenia i zrobienia, jak tylko będzie chciała i jeśli zależało jej na wybraniu łóżka, przecież Will stanie na głowie, żeby mogła to łóżko po prostu wybrać. - A my poczekamy z urządzaniem. I jeśli będziemy wiedzieli, że czekamy na dziecko, albo zrobimy coś sami, albo poprosimy kogoś, żeby to za nas zrobił – zapewnił ją jeszcze, wzruszając ramionami z lekkością Willa Harta, która wynikała przede wszystkim z tego, że dla niego to naprawdę nie był żaden problem. Mercy wolałaby projekt? Okej. Wolałaby sama to zrobić? Również okej. Chciała poczekać? Równie mocne okej. Uzna, że jednak potrzebuje projektu już teraz? No pewnie, bez problemu. W każdej z tych opcji byłby w stanie dostosować się bez żadnego cierpienia, ale informacja o tym, że jednak poczekają, przyniosła mu jakąś niewielką ulgę. Niewielką, bo nie wierzył w zabobony, nie bał się, że jak udekorują pokój, to nic z tego nie wyjdzie czy cokolwiek w tym stylu. Ale jeśli miał jakieś obawy, przesunięcie meblowania pokoju potencjalnego dziecka faktycznie trochę je odsuwało w czasie. - O tym nie pomyślałem – przyznał, marszcząc trochę czoło. - W takim razie, jeśli zdecydujemy się coś tam trzymać, proponuję wymyślić jakiś system, żeby łatwo było to wepchnąć do jakiejś szafy, jeśli ktoś nas odwiedzi bez zapowiedzi – stwierdził z rozbawieniem, bardzo spokojny o to, że coś przecież wymyślą, kiedy już się wprowadzą.
Napił się kawy i przez chwilę przyglądał się Mercy znad kubka. Wreszcie go odstawił i zupełnie jak ona wzruszył ramionami. - Nie wiem – odparł po prostu. Nie wiedział, z czego Mercy mogła się cieszyć, bo nie wiedział, z czego cieszyła się teraz w ogóle. Właściwie nie pamiętał, kiedy ostatni raz cieszyła się z czegokolwiek na tyle, żeby to zauważył, więc może faktycznie jego pytanie było idiotyczne. To normalne, że w swoim obecnym stanie nie będzie skakała z radości z żadnego powodu i doskonale o tym wiedział. A przynajmniej powinien, bo… czasami było jednak trudno. Trudno o tyle, że długo był przekonany, że nie cieszy jej zupełnie perspektywa adopcji. Że nie cieszy jej bycie z nim. I miał dużo obaw o to, co będzie, jeśli dziecko jednak pojawi się u nich szybciej niż by zakładali. Czy Mercy będzie w stanie ucieszyć się chociaż na moment czy od razu popłynie w stres, poczucie, że do niczego się nie nadaje i zbyt wysokie wymagania wobec siebie? Nie pytał jej o to jednak na głos, nawet jeśli z terapii małżeńskiej powinni już wynieść takie umiejętności (ale coś mi mówi, że szło im tu opornie). Nie pytał, bo wiedział, że on sobie ze swoimi obawami poradzi sam, Mercy z takimi pytaniami mogła już jednak nie poradzić sobie ani trochę. - Wiem tylko, że ja jestem z ciebie niesamowicie dumny. Nie nauczyłaś się i zdałaś tak po prostu, wokół działo się obrzydliwie dużo cholernie trudnych rzeczy i każda z nich pojedynczo byłaby wystarczającym usprawiedliwieniem, żeby jednak sobie odpuścić. I chciałem ci to powiedzieć, bo nie wiem, czy w całym tym ostatnim zamieszaniu wybrzmiało to wystarczająco – powiedział po prostu. Chciał, żeby w ich domu z sukcesów cieszył się ktokolwiek (i żeby ich dzieci widziały, że z sukcesów można się cieszyć), bo stawiania wymagań i wzruszania ramionami, kiedy udało się je spełnić, naoglądał się już wystarczająco dużo. Nie kłamał też ani trochę – był z Mercy niesamowicie, ale to niesamowicie dumny. - Kiedy chcesz skontaktować się z tą architektką? – spytał zaraz, bo skoro ona nie chciała robić z tego większej sprawy, nie będzie jej przecież zmuszał do świętowania.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-14, 00:42
 

Ostatnio sporo myślała o tym, że chciałaby lepiej radzić sobie z przeprowadzką. A dokładniej: radzić sobie tak jak inni ludzie, bo wydawało jej się, że cały świat znosił sytuacje trudne, stresowe czy jakkolwiek wymagające dużo lepiej niż ona. Nie umiała zepchnąć daleko wszystkich swoich obaw (a była ich przecież cała masa!) i tak po prostu cieszyć się przeprowadzką, nowym domem, fajną pracą i adopcją. Jasne, że się cieszyła, ale równocześnie się bała – tym mocniej, że kiedy przyjeżdżała do Chicago, była gwiazdą wśród kalifornijskich rezydentów i nie miała pojęcia ani o posiadaniu dzieci, ani o ich utracie, a wyjeżdżała stąd, wiedząc o utracie dzieci, kiepskiej pracy i kłopotach z mężem zdecydowanie więcej, niż kiedykolwiek chciałaby się dowiedzieć, co czyniło wszystkie jej obawy o wiele bardziej realnymi. Nie pomagało też to poczucie, które dość często towarzyszyło jej w chwilach, gdy było dobrze – a przynajmniej lepiej – że to wszystko jest jakieś bardzo… oszukane, bo czuje się tak tylko za sprawą tych głupich tabletek. A skoro nie umiała radzić sobie z tym tak dobrze jak inni, jedyne co mogła zrobić, to próbować poradzić sobie z przeprowadzką najlepiej, jak umiała. Bywało lepiej i bywało gorzej, ale ostatnie dni przetrwała zupełnie przyzwoicie. Przynajmniej dopóki nie przyszła pora na pakowanie, a wraz z nią Mercy zaczęła wątpić nie tylko w siebie, ale też w ludzkość i życie w ogóle. Najchętniej po prostu zostawiłaby te wszystkie graty w Chicago (po jaką cholerę im tyle rzeczy w kuchni, przecież oni nawet nie gotowali?!), ale już wkrótce byli umówieni z nowymi właścicielami, by oddać im nie tylko klucze, ale też dom pozbawiony miliona plastikowych pokrywek, które nie pasowały do żadnego pojemnika, absurdalnej ilości zabawek ich jednego dziecka – była przekonana, że JJ miał ich tyle, że starczyłoby dla wszystkich dzieci w jakimś średniej wielkości państwie, kiedy już musiała zacząć je pakować – i ubrań, które jakimś cudem znalazły się w jej szafie, a gdyby ktoś je jej pokazał, byłaby gotowa zapewnić, że nigdy nie widziała ich na oczy (może przynajmniej znalazła sobie coś ładnego do tego Bostonu). Mimo to wciąż się nie poddawała i dziś wieczorem dzielnie przeczesywała ich kuchnię, jednak chwila wątpienia wreszcie musiała nadejść. W jednej z szafek, pod tymi wszystkimi pokrywkami, znalazła słoik z czymś, co – wierząc etykiecie – było marynowanym selerem, a to już przekroczyło granice wytrzymałości Mercy Hart. Marynowany seler. W ich domu. Nie miała pojęcia, czy został jeszcze po ludziach, którzy tu mieszkali przed nimi, czy dostali to kiedyś od Margaret razem z jakimś ciastem i zupą dla JJa, czy to ona kupiła to coś, gdy była niepoczytalna (mimo wszystko, wolała tę wersję, bo gdyby selera kupił im Will, to już byłby koniec świata), ale ten seler okazał się momentem, w którym Mercy stwierdziła, że na dzisiaj ma dość, idzie leżeć w wannie. Zostawiła otwarte drzwi do łazienki, żeby móc bez większych przeszkód marudzić Willowi, który kręcił się gdzieś po sypialni, a skoro jej umysł najwyraźniej wciąż znajdował się w trybie sprzątania, nie minęło dużo czasu, zanim zaczęła przeglądać kosmetyki stojące na krawędzi wanny. - Właśnie odkryłam, że mamy cztery żele pod prysznic. I balsam do włosów, ważny do 2019, a ostatnio o nim myślałam – poinformowała Willa, zanim westchnęła ciężko i oparła się głową o krawędź wanny. - Umówmy się, że w Bostonie będziemy kupować żel pod prysznic dopiero jak jeden zacznie nam się kończyć, co? To, że coś ładnie pachnie, nie jest argumentem. Chyba że chodzi o kule do kąpieli. W przypadku kul do kąpieli to świetny argument – poinformowała, bo najwyraźniej to nie Willowi trzeba tłumaczyć takie rzeczy. - Może po prostu powiemy tym ludziom, że jesteśmy mili i kosmetyki oddajemy im w prezencie? Wtedy nie będziemy musieli tego pakować. Twoje ubrania też możemy im oddać – zaproponowała, bo miała już tego tak dosyć, że najchętniej wsiadłaby w samolot do Bostonu już jutro. Martwiła się tylko, że JJ mógłby im się zgubić wśród tych wszystkich kartonów czy innych worków, a głupio byłoby go nie zabrać.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-18, 15:31
 

Kupowanie selera brzmiało w świecie Willa aktualnie bardziej prawdopodobnie niż to, że przetrwa tę przeprowadzkę, bo ostatnie kilka dni najwyraźniej spędzał w swoim osobistym horrorze. Jego zazwyczaj uporządkowany tok myślenia, zamiłowanie do precyzji i konkretów i generalnie ułożenie intelektualne nigdy nie znajdowało odzwierciedlenia w środowisku wokół niego. Mimo czterdziestu trzech lat na karku doktor William Hart był zwyczajnym bałaganiarzem, ale zazwyczaj świetnie się w tym bałaganie odnajdował. Przez ostatnie miesiące sprzątanie stało się oczywiście bardzo ważnym elementem jego dnia, ale wiązało się to z troską o Mercy i Jacksona, a nie z jego osobistą potrzebą. I teraz, kiedy musiał wszystko zgarniać, układać i pakować tak, żeby miało to jakikolwiek sens, przeżywał małe piekło. Szczególnie, kiedy przyszło do książek. Dzisiaj prawie cały dzień spędził przed półkami, segregując cała swoją bibliotekę na to, co zostaje, a czego mogli nie brać, na pakowaniu książek i udawaniu, że od znoszenia pełnych pudeł z góry na dół wcale nie boli go ręka – tym razem nie po to, żeby nie wyjść na frajera, ale dlatego, że był bardzo zmotywowany, żeby skończyć to jak najszybciej. Na tyle, że kiedy skończył z półkami, udało im się ogarnąć jeszcze sporą część pokoju Jacksona i wieczorem, mimo szczerej nienawiści do pakowania się i sprzątania, Will wciąż był w trybie mocno zadaniowym. Nadal kierował się głównie tym, że im szybciej to zrobi, tym lepiej (na szczęście zawsze był dobry w nieodkładaniu rzeczy, które nie miały większego ładunku emocjonalnego) i teraz planował zabrać się za zawartość szafy. Słysząc Mercy jednak przestał, zgarnął jakiś worek i po prostu wszedł do łazienki. - Zapraszam – poinformował bardziej ten balsam niż swoją żonę (przez chwilę chciałam napisać, że nie wiedział, czym był balsam do włosów, ale potem pomyślałam, że pewnie jednak dbał trochę o swoją brodę, więc może coś kojarzył), podchodząc do wanny z otwartym workiem. - Nie wiem, czy mogę ci to obiecać, wiesz, że niczego nie lubię bardziej niż wąchania… żeli pod prysznic – odparł bardzo rozbawiony jej umową, bo chyba faktycznie to nie jemu trzeba to było tłumaczyć. - Jak masz problem z pożegnaniami, możesz zamknąć oczy i po prostu to wszystko tu zrzucić – zaproponował, bo właściwie istniała spora szansa, że tryb pakowania Willa polegał w dużej mierze na bezwzględnym wyrzucaniu wszystkiego, co nie było im w Bostonie absolutnie konieczne. Albo i nie, bo zaraz musiał unieść brwi. - Przepraszam, co jest niby nie tak z moimi ubraniami? – zainteresował się, z jednej strony brzmiał na trochę oburzonego. Z drugiej jednak nie był chyba specjalnie przekonujący, bo zaraz wzruszył ramionami. - Jeśli coś jest, to szybko mi powiedz, bo właśnie się za nie zabrałem i wcale nie obrażę się, jeśli jednak nie będę musiał ich przeglądać i pakować – zapewnił, westchnął i odłożył na moment worek. - Mogę? – spytał, wskazując na podłogę na tyle wyraźnie, żeby Mercy nie myślała, że próbuje wepchnąć jej się do wanny. Nierobienie niczego, co mogło niechcący przekroczyć jej granice, nadal było jego naczelnym priorytetem – potrzebował jasnego powiedzenia, że czegoś chciała i trzymał się wyłącznie tych ram, które mu wyznaczyła, bo najzwyczajniej w świecie nie chciał jej niechcący skrzywdzić. Ale jeśli to mieściło się w ramach akceptowalnych form kontaktu, usiadł na moment przy wannie, skrzyżował ręce na jej brzegu i oparł na nich głowę. - Musisz mi teraz obiecać, że to nasza ostatnia przeprowadzka i zostajemy w tamtym domu w Bostonie tak długo, jak będziemy w stanie chodzić po schodach. A jak już nie będziemy, zrobimy sobie sypialnię na parterze, a nasze dzieci będą przyjeżdżały w weekendy, żeby to wszystko za nas posprzątać – opowiedział jej swój najwyraźniej przemyślany plan. - A jeśli będziemy mieli wnuki, to zatrudnimy do tego wnuki. Nieważne, ważne jest to, że ja się nigdy nigdzie nie przeprowadzam. Albo przeprowadzam się bez wszystkich rzeczy – poinformował ją jeszcze, zanim westchnął ciężko i uśmiechnął się jak bardzo zmęczony człowiek. - Nie wiem, czy ci o tym mówiłem, ale aktualnie bardzo mocno kocham cię za to, że ktoś właśnie zajmuje się tam remontem, bo gdyby nie to, jest duża szansa, że namawiałbym was na mieszkanie w namiocie przez resztę życia.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-24, 20:20
 

Zdecydowaną większość swojego dorosłego życia (tego, w którym nie było już sióstr podkradających jej ubrań ani współlokatorów w akademiku) mieszkała z Willem, dlatego za coś dużo normalniejszego uznawała stan, w którym on tutaj był i kręcił się gdzieś w okolicy, niż gdy go nie było. Chyba głównie dlatego nawet się nie ruszyła, gdy usłyszała, że Will wchodzi do łazienki – głównie, bo trochę także przez to, że już nie miała siły i chciała już tylko poleżeć w spokoju w wannie. Zdążyła nawet zamknąć już oczy, żeby nie patrzeć dłużej na te żele pod prysznic, więc gdy go usłyszała, dość niechętnie otworzyła oczy i spojrzała na ten worek. - Masz już dosyć przeprowadzki i uznałeś, że bardziej opłaca się wsadzić do worka mnie niż połowę tego domu? – spytała takim tonem, jakby uważała to za dość rozsądne posunięcie i nie zamierzała za nie winić Willa. A potem uśmiechnęła się lekko, tylko z powodu jakichś resztek przyzwoitości, które w niej jeszcze zostały, przybierając minę winowajczyni. - Nie mam problemu z pożegnaniami, mam problem z tym, żeby ruszyć ręką – odparła szczerze, bo rety, pakowanie naprawdę było ostatnią rzeczą, na jaką miała dzisiaj ochotę i bardzo chętnie by to trochę przesunęła w czasie. Na jutro. Albo najlepiej na nigdy. Nie było jej przykro w związku z tym pakowaniem, wręcz przeciwnie – czuła całkiem sporą ulgę, że opuszczają ten dom. - Nic – wzruszyła ramionami w odpowiedzi, bo przecież gdyby uważała, że z tymi ubraniami jest coś nie tak, to by ich nie kupowała. - Ale nie chce mi się pakować wszystkich ubrań. Ja i tak muszę się przebierać w pracy, więc jeśli wyrzucimy moje ładne ubrania, to będę robiła Jacksonowi siarę, jak będę odbierała go ze szkoły, a tego mały może nie przeżyć. Ty kompromitowałbyś się głównie na Harvardzie, mam nadzieję, że rozumiesz, że to drobiazg w porównaniu z grupą… ośmiolatków? – spojrzała na niego, żeby sprawdzić, ile to ich dziecko miało lat, bo przecież Mercy zatrzymała się na etapie pięciolatka. - Pewnie – przytaknęła, z lekkim zaskoczeniem dopiero teraz zdając sobie sprawę, że wcale nie czuje się w żaden sposób nieswojo z tym, że Will tutaj jest i może ją oglądać w wannie. Skoro on usiadł, Mercy dla zachowania równowagi w przyrodzie pogłaskała go po tym ramieniu i westchnęła ciężko, zanim sięgnęła po pierwszy z szamponów, który wrzuciła do worka, nawet na niego nie patrząc. - Wiesz, jest w tym planie coś… niepokojąco przemyślanego – powiedziała znad swojego zapasu żelu pod prysznic i przekręciła się nieco, żeby spojrzeć na Willa. - Obiecuję, że jeśli kiedyś się przeprowadzimy, to nie będziemy pakować rzeczy z łazienki – zapewniła, bo z takimi obietnicami, nawet jeśli wciąż mocno abstrakcyjnymi, wciąż czuła się dużo bardziej komfortowo niż z zapewnieniami, że coś jest już na zawsze – nawet tylko w żartach. - Poza tym to całkiem miłe, że naszym wnukom jesteś gotowy płacić – dodała i uśmiechnęła się lekko, słysząc jego kolejne słowa. - No widzisz, jaka czasami jestem mądra – podsumowała swój talent do przerzucania obowiązków na innych. Wyciągnęła mokrą rękę, żeby pogłaskać tego swojego zmęczonego człowieka po głowie i spytała: - Naprawdę planujesz dzisiaj jeszcze sprzątać szafę? Nie chcesz wejść do wanny?
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-28, 17:44
 

- Nie, ale teraz chyba to rozważę, może szybciej pójdzie, jak po prostu was zapakuję i wywiozę – odparł, przez chwilę stojąc z miną, która wskazywała na to, że wcale aż tak bardzo nie kłamał. Przysunął jednak worek trochę bliżej tych wszystkich żeli, żeby nie było, że faktycznie planował zapakować do niego swoją żonę (może zrobiłby to razem z wodą chociaż, żeby miała przenośne spa) i parsknął śmiechem. - Ja bardzo chętnie ruszę swoją, ale wtedy nie licz na oszczędzanie tych swoich kul i innych rzeczy, które mogłabyś chcieć oszczędzić – ostrzegł ją bardzo uczciwie, gotów wejść w tryb tarana przeprowadzkowego i zmieść wszystko, co stało mu na drodze (lub w tym przypadku na wannie). Ale poza szczerą niechęcią do tego wszystkiego, czym się teraz zajmowali, nie był pewny, czy miał do opuszczania tego domu jakiś szczególny emocjonalny stosunek. Oczywiście, że cieszył się, że wyjeżdżają do Bostonu, ale nie dlatego, że potrzebował pilnie nowego miejsca, a dlatego, że Mercy miała tam szansę na fantastyczną pracę, a on już nastawił się na kontynuowanie kariery naukowej na odrobinę bardziej prestiżowej uczelni. W pewnym momencie, o czym zresztą jej mówił, przechodziło mu przez głowę, że może potrzebowali nowego startu w nowym miejscu i faktycznie przyda im się do tego inne miasto, inna praca i inny dom. Ale wiedział, że to tylko myśl, a raczej bardzo szczera nadzieja, bo był trochę zbyt dużym chłopcem (i zbyt poważnie traktował terapię), żeby wierzyć, że zmiana domu zmieni cokolwiek w ich związku. W ich związku rzeczy zmieniać mogli tylko oni i Will był każdym milimetrem siebie przekonany, że nawet tutaj byłoby w końcu lepiej. Samo opuszczenie tego domu nie przynosiło mu jednak ani specjalnej ulgi, ani wielkiej radości, ani tak naprawdę żadnej innej szczególnej emocji. - Całkowicie rozumiem, ośmiolatki zazwyczaj bardzo dużo czasu spędzają na komentowaniu ubrań swoich matek – przyznał, z powagą kiwając głową i zgarnął kilka rzeczy do worka. - Ale skoro mam wszystko wyrzucić, rozumiem, że chcesz, żebym na Harvard chodził bez ubrań? – zainteresował się jeszcze bardzo uprzejmie, takim tonem jakby faktycznie mogli porozważać sobie taką opcję. Może odkąd Stella nie pojawiała się już w jego życiu tak często (czy ci wszyscy doktoranci musieli znaleźć sobie teraz nowego profesora? Przewalone trochę), Mercy potrzebowała trochę więcej wrażeń? - Oczywiście, że go przemyślałem – parsknął niemal z oburzeniem, bo jeśli jego osobista żona myślała, że nie snuł wszelkiego rodzaju morderczych planów, kiedy pakował swój tryliard książek, to najwyraźniej przeceniła bardzo jego stabilność emocjonalną. - Założyłem, że skoro to mają być dzieci naszych dzieci, to nie dadzą się tak łatwo wrobić w pracę za darmo, będą na to za mądre – poinformował ją jeszcze z powagą, najwyraźniej przekonany nie tylko o ich zdolnościach rodzicielskich, ale też o fantastycznych wzorcach, które JJ i Will Junior mieli od nich otrzymać. Kiedy już usiadł przy wannie, odsunął nogą leżący na podłodze worek, żeby mu nie przeszkadzał i pocałował Mercy w rękę, którą głaskała go po głowie. - Zawsze jesteś mądra – uśmiechnął się i trochę wyprostował, bo opieranie się na obolałej ręce było jednak mało przyjemne. Po jej pytaniu uniósł jednak brwi, zaledwie odrobinę i zerknął na wannę, jakby nagle próbował ocenić jej wielkość. - Po tobie czy z tobą? – upewnił się dość neutralnym tonem, rozmasowując nadgarstek. Pewnie, że wolałby wejść do wanny już teraz, ale jego nadmierna ostrożność nigdzie sobie nagle nie poszła, był też zwyczajnie jej propozycją zaskoczony, ale robił wszystko, żeby tego nie pokazywać.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-28, 21:41
 

– Nie musisz nas nawet wywozić, wystarczy, że wpakujesz nas w worki, a firma przeprowadzkowa zajmie się już resztą – zauważyła, bo najwyraźniej nawet ona czasami potrafiła być miłą i pomocną żoną. Nawet jeśli ten tryb włączał jej się w wyjątkowo dziwnych, niekoniecznie dla niej korzystnych momentach. Szybko jednak okazało się, że wciąż może być o wiele gorzej, a Mercy musiała spojrzeć na Willa z mocno zmarszczonym czołem. - Naprawdę zrobiłbyś to mnie i moim kulom? – spytała. W gruncie rzeczy nie mogłaby go winić, ostatnio sama Mercy zaczynała czuć, że trzy międzystanowe przeprowadzki w stosunkowo krótkim czasie to zwyczajnie… dużo. Za nic nie mogła jednak zrozumieć, jakim cudem udało im się nazbierać w tym Chicago aż tyle rzeczy, bo miała wrażenie, że do października nie uda im się tego wszystkiego spakować. I bardzo szczerze chciałaby postanowić, że w Bostonie przestaną kupować tyle rzeczy, ale nie miała dużych złudzeń, tym bardziej, że skoro myśleli o Willu lub Wilmie Juniorze, jedynym rozwiązaniem było chyba zaakceptowanie, że oboje z Willem (Seniorem, sorki) nie doczekają momentu, w którym nie będą w stanie dłużej chodzić po schodach, bo wcześniej zginą przygniecieni absurdalną liczbą gratów w domu. A skoro zostało im już mało czasu, po prostu uśmiechnęła się do Willa w odpowiedzi, najbardziej zadowolona pewnie z tego, że udało jej się strzelić z wiekiem ich dziecka. - Te ośmiolatki prawdopodobnie będą przynajmniej wiedziały, kim ja jestem, ty będziesz miał czas do sesji, zanim twoi studenci zorientują się, że istniejesz i chętnie ich oblejesz na egzaminie – zauważyła, bo wciąż była gotowa upierać się, że ona potrzebuje swoich ubrań po pracy zdecydowanie bardziej niż Will w pracy. W związku z tym, słysząc jego genialne pytanie, spojrzała na męża z taką miną, jakby poruszył zupełnie niegłupi temat, i pokiwała głową z dość skupioną miną. - Wiesz, dobrze, że w tym Bostonie będą mi więcej płacić. Możesz chodzić bez ubrań, czemu nie, wtedy ty dostaniesz zapalenia płuc i do wakacji będziesz umierał w domu, a ja zostanę żywicielem rodziny. Ewentualnie, jeśli przeżyjesz łażenie w październiku bez ciuchów, będę ci kupowała nowe ładne ubrania – zaproponowała bardzo uprzejmie, bo może będą musieli wysyłać Stelli zdjęcia Willa w tych jego bostońskich golfach, to niech chłopak jakoś wygląda. - To czemu nasze dzieci dadzą się w to wrobić? – dopytała. Robiło się już późno, a jej groziła utrata rzeczy do kąpieli, w takie dni jak dzisiaj większość odpowiedzialności za przekazanie ich dzieciom trochę mądrości zdecydowanie spoczywała na Willu… co chyba sprawiało, że oboje powinni mieć powody do niepokoju. Jednak nawet zmęczona Mercy bez trudu zorientowała się, że Will nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego jej propozycją. Oczywiście, że zrobiło jej się trochę głupio i najchętniej teraz zapewniłaby go, że ona już i tak wychodzi, a potem poszłaby sobie trochę płakać. Udało jej się jednak powstrzymać przed zachowywaniem się jak przewrażliwiona wariatka i wyjaśniła: - Chodziło mi o to, czy chcesz wejść teraz, ale jeśli nie masz ochoty, to wszystko w porządku. Tylko nie ruszaj moich kul, okej? – poprosiła, bo to akurat było w świecie Mercy naprawdę ważne.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-07-31, 23:06
 

- Nie, ale bardzo potrzebuję poważnej, dramatycznej atmosfery, żeby podkreślić, jak bardzo nienawidzę pakowania – oświadczył, już trochę bardziej rozbawiony niż poważny, chociaż zdecydowanie wcale tak bardzo nie kłamał. Jeśli zaś chodziło o to, jakim cudem nagle w ich domu pojawiło się tak dużo rzeczy, szczególnie porównując z tym poprzednim, miał chyba całkiem niezłe wyjaśnienie w postaci ich syna, który miał cały dodatkowy pokój rzeczy. Ewentualnie chciałby przykryć tym fakt, że jego domowa biblioteka rozrastała się w zastraszającym tempie (i może większości jej zasobów wcale nie stanowiły jego własne książki, które się nie sprzedały). - Przepraszam, brzmi prawie, jakbyś próbowała mi powiedzieć, że sama moja obecność na tym uniwersytecie nie przyciągnie tłumów na moje wykłady – zauważył takim tonem, jakby był bardzo urażony, ale próbował zachować pozory uprzejmości. W rzeczywistości Will był realistą i wiedział, że studenci byli tylko i wyłącznie studentami, ale… zakładał jednak, że może uczenie na Harvardzie ma szanse być odrobinę ciekawsze niż na uniwersytecie w Chicago, też ze względu na to, jakich studentów mógł tam mieć. Raczej się tym nadmiernie nie ekscytował, bo generalnie nie miał w zwyczaju większego ekscytowania się żadnym aspektem swojej pracy, który nie był operowaniem, ale może jednak miał nadzieję na jakieś odrobinę ambitniejsze warunki pracy? No chyba że jednak posłucha tej swojej mądrej żony, bo zaraz parsknął śmiechem i pokiwał głową. - Czy oprócz tego, że najwyraźniej bardzo chcesz, żeby moje studentki i moi studenci mieli na co patrzeć w trakcie zajęć, możemy porozmawiać o tym twoim żywieniu rodziny? To znaczy, że mogę zostać twoim utrzymankiem i siedzieć w domu, a ty będziesz mi kupowała nowe książki? – zainteresował się, bardzo ożywiony tą perspektywą. - Bo będzie nam łatwiej grać na emocjach, to będzie ich dom, będą mieli z nim dużo świetnych wspomnień, więc prościej będzie ich wrobić w sprzątanie – wyjaśnił tonem, do którego bardzo pasowałoby wywrócenie oczami w związku z tym, jak bardzo jego żona nie rozumiała jego genialnego planu.
Uśmiechnął się do Mercy, kiedy rozjaśniła mu trochę swoją propozycję i zamiast jej odpowiadać, po prostu pochylił się w jej stronę, żeby ją pocałować. Krótko i bardzo czule, bo wydawało mu się, że na to może sobie pozwolić bez upewniania się przedtem trzy razy. - Rozumiem, że jeśli mam dużą ochotę, to też wszystko w porządku? – upewnił się, uśmiechając się do niej jakoś dziwnie łobuzersko, jak pewnie nie uśmiechał się ostatnio zbyt często. - Obiecuję, że nie dotknę ani jednej kuli – dodał jeszcze, unosząc dłonie na znak swojej niewinności. Skoro jednak Mercy go zapraszała, ściągnął ubrania (może nie wrzucił ich od razu do worka), dowiedział się jeszcze, gdzie go woli, żeby było im wygodniej i wszedł do niej do wanny. Było w tym coś tak samo znajomego i swojskiego, jak dziwnie nowego i trochę… niepewnego? Will miał w końcu w głowie tak dużo blokad, tak dużo czerwonych świateł związanych z tym, że skrzywdzi Mercy, kiedy zrobi coś za bardzo, że nie potrafił być tu w pełni swobodny – mimowolnie zastanawiał się, czy nie jest za blisko albo czy kolejny pocałunek w ramię nie przekroczy granicy. Z drugiej strony jednak, w tej bliskości, której przecież nie mieli od dłuższego czasu, było coś tak niesamowitego, tak oszałamiającego, że bardzo chciał po prostu tu być. Chciał ją do siebie przytulać i być obok, więc zaryzykował i objął ją w talii. - Tak się mogę przeprowadzać – mruknął i po chwili zmarszczył jednak lekko czoło. - To, co robię, jest okej? – upewnił się, chyba jednak nie będąc w stanie się powstrzymać. Pytał o to, czy okej było aż tak bliskie przytulanie się do niej, obejmowanie jej, ale też bycie z nią w tej wannie, gdyby jednak chciała się z tego wycofać.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-01, 23:56
 

Przyglądała się Willowi przez chwilę (z miną kogoś, komu jednak ulżyło, że kule wciąż są bezpieczne), aż wreszcie zaproponowała: - Jeśli ty ogarniesz jutro obiad, ja mogę ogarnąć szafę. Może być? – jej ubrań i tak pewnie było tam zdecydowanie więcej niż rzeczy Willa, a przede wszystkim choć sama czuła się już dość mocno zmęczona tą przeprowadzką, wydawało jej się, że mogła mieć jednak odrobinę więcej cierpliwości i wolnych przebiegów niż Will. Nie pamiętała, czy opróżnianie ich mieszkania w Kalifornii też było tak samo męczące, ale przecież od tego czasu zyskali nie tylko nowego współlokatora, do którego minimalizm zupełnie nie trafiał. Z mieszkania przeprowadzili się do domu, co najwyraźniej dało im sporo dodatkowej przestrzeni, która tylko czekała, żeby zastawić ją rzeczami, a potem mocno cierpieć. - Ja bym przyszła – zapewniła, chyba startując dzisiaj w jakimś konkursie na najlepszą żonę tego roku. - Ale ja jestem niska, więc nie uda mi się za bardzo zrobić ci sztucznego tłumu na tych wykładach – uśmiechnęła się szeroko, wciąż przekonana, że ten Harvard brzmiał naprawdę super (tylko odrobinę gorzej niż Stanford, okej) i z nadzieją, że może wreszcie uda im się znaleźć na tym etapie, na którym oboje równocześnie są w miarę zadowoleni ze swojej pracy. - Nowe książki, ubrania, żele pod prysznic, co tylko będziesz chciał – obiecała mu, skoro Willowi najwyraźniej zamarzyła się przedwczesna emerytura. A potem pokiwała po prostu głową, jakby się z nim zgadzała w stu procentach, i powiedziała: - Totalnie będziemy im płacić za sprzątanie – poinformowała męża, zachowując dla siebie komentarz, że Violet byłaby dumna ze swojego syna, że wykombinował coś podobnego.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc jego odpowiedź i przytaknęła: - Też w porządku, może jakoś sobie poradzę z tym, że sypialnia nie posprząta się bez mojego udziału, kiedy ja leżę w wannie – jutro chętnie wróciłaby do tej fantazji, ale dzisiaj sama miała już na tyle dosyć, że, jak widać na załączonym obrazku, odwodziła od sprzątania także resztę rodziny. - Słuchaj, a jakbym cię poprosiła, to dotknąłbyś tych kul, żeby wrzucić je gdzieś razem z pozostałymi rzeczami, które zabieramy do Bostonu? – spytała dość niewinnie, korzystając jeszcze z okazji, by choć spróbować ustalić, kto będzie odgruzowywał łazienkę – brała odpowiedzialność za te wszystkie balsamy, ale to jeszcze nie znaczy, że była gotowa posprzątać je bez walki. - Ale zostaw sobie coś do ubrania do samolotu, nie wyrzucaj od razu wszystkiego, co? – poprosiła, najwyraźniej myśląc o tym samym, a potem przesunęła się, żeby zrobić mu miejsce. Wyrzuciła przy okazji dwie kolejne zaczęte butelki jakichś specyfików, informując męża o tym, jakie dziwne rzeczy skrywała ich wanna, a kiedy już Will do niej wszedł, podsunęła się z powrotem, opierając się plecami o jego klatkę piersiową. Na tym etapie większość blokad znajdowała się już tylko w głowie Willa – nie miała problemu z jego dotykiem, nie traktowała go jak coś nieprzyjemnego czy przywołującego trudne wspomnienia. Przeciwnie, kiedy wszedł do wanny i ją objął, to było głównie znajome, bezpieczne i dobre, a gdy Will się odezwał, przekręciła głowę, by pocałować go tam dokąd sięgała (może gdzieś w żuchwę?). - Myślisz, że Boston to tak… na długo? Na dłużej niż Lowell i Chicago? – spytała, przesuwając dłoń na jego udo, bo po wyjeździe z Kalifornii ciężko było im znaleźć sobie miejsce (spytała przez te przeprowadzki, a nie przez to, że go obmacywała, dziwne zdanie mi wyszło). - Jest okej – przytaknęła po prostu, przyzwyczajona do tego, że Will lubi jasne komunikaty. - Czemu myślisz, że może nie być okej? – nawet Mercy wiedziała, że kiedy coś nie grało, głównie się spinała i wycofywała z rozmowy, a teraz chyba nie robiła żadnej z tych rzeczy.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-02, 22:20
 

- Ogarnę, czyli ugotuję, tak? Nie spakuję? – upewnił się na wszelki wypadek, bo niby miał być profesorem na Harvardzie, powinien nie być zbyt głupi, ale dzisiaj był już w stanie uwierzyć we wszystko. - Bo jeśli to pierwsze, to tak, kocham cię – zapewnił bardzo szybko, tak gdyby jednak postanowiła zmienić w tej kwestii zdanie. Najwyraźniej z tymi wyznaniami miłości był dziś też dość interesownym człowiekiem, ale był już na skraju wytrzymałości, nie można było od niego wymagać zbyt dużo. - Bardzo doceniam, ale przypominam, że już udało ci się zaliczyć. I przedmiot, i wykładowcę, nie wiem, czy wyniesiesz stamtąd coś więcej – zapewnił ją z rozbawieniem, kiedy zaoferowała mu odwiedzanie jego zajęć. Tego, że oboje będą zadowoleni ze swojej pracy, nie mógłby jej w żadnym razie obiecać, ale wydawało mu się, że jednak wchodził w to z trochę innym nastawieniem niż kiedy zaczynał pracę w Chicago. Może po prostu akceptował, że faktycznie nie miał już innego wyboru? - Wspaniale, wezmę to pod uwagę – obiecał jej bardzo poważnie, bo może nowe żele pod prysznic niekoniecznie go kusiły, ale miło było wiedzieć, że gdyby wykładanie na Harvardzie okazało się nie być do końca dla niego, zawsze mógł po prostu zaszyć się w gabinecie i liczyć na to, że żona go utrzyma.
Przez chwilę przyglądał się Mercy, wciąż rozbawiony, a potem zerknął na te jej kule. - Razem z resztą łazienki? – spytał po prostu, bez problemu odczytując jej intencje. - Jeśli naprawdę weźmiesz na siebie szafę i powiesz mi, co tutaj pachnie twoim zdaniem na tyle dobrze, żeby tego nie wyrzucać, mogę wziąć łazienkę – zapewnił jeszcze, trochę wybijając ich z romantycznego nastroju wspólnej kąpieli, ale był Willem, lubił mieć wszystko konkretnie ustalone, dopóki była taka możliwość. Już moment później postanowił jednak za bardzo się tym nie martwić. Ani łazienką, ani tym, czy będzie miał w czym wejść do samolotu, bo zajął się tym, że na chwilę mieli jednak wolne, a nie musieli zajmować się przeprowadzką (wpadło mi do głowy dużo bardzo głupich żartów o tych kulach, pliska, doceń, że żadnego tu nie napisałam). Po pytaniu Mercy jeszcze chwilę milczał, najwyraźniej traktując je zupełnie poważnie, a może po prostu skupiając się trochę bardziej na tym, że faktycznie siedzieli razem w wannie i wyglądało na to, że może jednak rzeczywiście wszystko było okej. - Mam nadzieję – przyznał. - Nie tylko dlatego, że odmawiam kolejnych przeprowadzek, bo oczywiście, że jeśli trzeba będzie, to się przeprowadzę. Ale… ja nie mam żadnej potrzeby regularnego zmieniania stanu, myślę, że Jacksonowi też już wystarczy zmian. I może Harvard nie postanowi nas zwolnić po tygodniu – uśmiechnął się lekko, głaszcząc Mercy po ramieniu. - Pytasz, bo chcesz, żeby był na dłużej? – zainteresował się jeszcze i pocałował ją w to ramię. I jeśli wydawało mu się, że nad poprzednią kwestią musiał się chwilę zastanowić, tak po następnym pytaniu milczał jeszcze dłużej. Nie dlatego, że był rozproszony, ale dlatego, że faktycznie trudno było mu odpowiedzieć jej tak po prostu. - Nie wiem – powiedział wreszcie. - Chyba dlatego, że dawno tego nie robiliśmy i… nie chciałbym niczego popsuć – wyjaśnił powoli. Rzeczywiście, nic ze strony Mercy nie wskazywało na to, że mógłby teraz cokolwiek psuć, ale chyba trudno było się dziwić jego nadmiernej ostrożności. - Ale jeśli wszystko jest okej, zdecydowanie możemy robić to częściej. Mamy w Bostonie dużą wannę, prawda? – upewnił się, bo może spadła gdzieś z listy ich priorytetów po tym, jak nawet wspólne dwudniowe wyjazdy przestały im wychodzić.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-07, 11:22
 

Przez chwilę miała ochotę spytać Willa, jak zamierza spakować obiad i dostarczyć go do Bostonu, ale szybko postanowiła nie iść tą drogą i w odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami. - Ogarnąć, czyli zrobić tak, żebyśmy mieli coś na obiad. Możesz ugotować, zamówić albo iść do sklepu, ale raczej nie wrzucaj tego jedzenia do kolejnego worka z rzeczami do zabrania, co? - poprosiła, bo to brzmiało jak podwójny problem. Na szczęście wyglądało na to, że nawet profesor z Harvardu był w stanie ogarnąć koncepcję przygotowywania rodzinie obiadu, pokiwała głową, w pełni przekonana, że tą szafą totalnie sobie zasłużyła na miłosne wyznania Willa. Zaraz jednak musiała unieść brwi, gdy chyba pierwszy raz od dłuższego czasu usłyszała żarty dotyczące zaliczania kogokolwiek. Przyjrzała się Willowi z dość uprzejmym wyrazem twarzy, a potem, równie uprzejmie, powiedziała: - Pomyślałam, że może ten wykładowca zdążył nauczyć się czegoś nowego od tego czasu, dlatego warto byłoby wpaść - wyjaśniła, nie precyzując, czy chodzi jej o wiedzę o zaliczaniu, czy o przedmiocie.
A potem musiała westchnąć bardzo ciężko - nie dlatego, że Will faktycznie wybijał ją z jakiegokolwiek nastroju, a dlatego, że chyba miał rację. - Czekaj, nie ma sensu, żebyśmy się tym zajmowali oboje - zauważyła i rozejrzała się po łazience: ona będzie musiała ogarnąć rzeczy do kąpieli, wszystkie kremy i inne peelingi, i swoje kosmetyki, więc sprzątanie Willa nie miało tu za wiele sensu. Musiała wreszcie jęknąć dość żałośnie i powiedzieć: - Ech, dobra, jutro rano pójdę biegać, potem popłaczę sobie nad kawą, a potem posprzątam szafę i tę łazienkę. A potem znów posiedzę i popłaczę - poinformowała, nie dramatyzując ani trochę, bo to przecież nie jej wina, że ich życie stało się dość mocno dramatyczne, odkąd musieli się przeprowadzić. - Chodź do wanny - poprosiła z rezygnacją, bo co innego im dzisiaj zostało? To pytanie miało być retoryczne, ale okazuje się, że nie i już odpowiadam: całowanie się w wannie i rozmowy o Bostonie. - Mnie chyba nawet nie mogą zwolnić po tygodniu - zmarszczyła lekko czoło, bo skoro już ściągasz lekarza z innego miasta i opłacasz mu przeprowadzkę, Mercy pewnie na dzień dobry podpisała jakiś kilkuletni kontrakt, zamiast umowy próbnej na trzy miesiące, żeby Bostonowi jakoś się to opłaciło. - Chyba tak - przyznała w odpowiedzi na jego kolejne pytanie. - No i generalnie, nie wiem, chciałabym lubić miasto, w którym mieszkamy. I żeby jak za trzydzieści lat ktoś spyta nasze dzieci, skąd są, to żeby mogły powiedzieć, że są na przykład z Bostonu, a nie, że mieszkali trochę w Chicago, trochę w Bostonie, trochę w, nie wiem, Seattle, a trochę w łodzi podwodnej, gdzie potem się przeprowadzili z rodzicami - nie wiedziała skąd jej się wzięła ta ostatnia opcja, ale trochę miała wrażenie, że na ich liście przeprowadzek z ostatnich lat naprawdę brakuje już tylko łodzi podwodnej. A potem po prostu się uśmiechnęła: - W dodatku wygląda na całkiem wygodną - przytaknęła, bo jednak co jak co, ale wanna musiała być wysoko na liście priorytetów Mercy.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-09, 22:42
 

- Spróbuję, ale niczego nie mogę zagwarantować, pakowanie wszystkiego wokół jest już silniejsze ode mnie – przyznał dość dramatycznym tonem, zupełnie jakby kazali mu zbierać te rzeczy nie od dwóch dni, a od dwudziestu lat. Jego własny żart z zaliczania chyba trochę mu umknął, to znaczy, nie poczuł, że było w nim coś wyjątkowego, oprócz jego nie zawsze ambitnego poczucia humoru. Po odpowiedzi Mercy musiał jednak odrobinę unieść brwi i chwilę się zastanowić. - Nie wiem, jak mam ci na to odpowiedzieć, chyba faktycznie musisz przyjść i zobaczyć – stwierdził w końcu, wciąż trochę rozbawiony, nawet jeśli do głowy wpadła mu właśnie jakaś absurdalna myśl o tym, czy to nie była sugestia, że powinien trochę poprawić się w łóżku. Nigdy nie miał na tym tle specjalnych kompleksów (u Willa w ogóle trudno było mówić o jakichkolwiek kompleksach, chociaż faktycznie ostatni rok obfitował w różne wątpliwości na swój temat), bo stawiali zawsze na otwartą komunikację, ale teraz, cóż, chyba byłby w stanie uwierzyć w prawie wszystko, co mogłoby mieć między nimi miejsce. Chwilowo nie zajmował tym sobie jednak głowy, bo przeszli do kolejnych bardzo ważnych kwestii. - To ja przynajmniej wezmę na siebie obiady do końca tygodnia, co? I dokończę jutro kuchnię, żebyś nie musiała płakać aż tyle – zaproponował, kiedy już przez chwilę poanalizował sobie tę ich szalenie trudną organizacyjnie i wymagającą przeprowadzkę. - Chyba że pójdę za ciebie pobiegać – dodał zaraz, tym razem już bardzo rozbawiony. Chociaż aktualnie trudno było stwierdzić, czy wolałby pakowanie szafy czy bieganie, obie czynności wydawały mu się równie niepotrzebne i męczące. A skoro miał dzisiaj genialny pomysł za genialnym pomysłem, po prostu uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Wspaniale, tym bardziej zainteresuję się tą pracą utrzymanka i zrobię ci listę książek – poinformował ją entuzjastycznie. W rzeczywistości pewnie faktycznie trochę utrzymankiem żony będzie, skoro to on miał mniej godzin i łatwiej było mu wziąć dłuższy urlop, kiedy będą mieli dziecko, ale Will nie miał z tym najmniejszego problemu. Nigdy nie chodziło o to, kto utrzymuje kogo, ale o to, że on po prostu niesamowicie lubił pracować w szpitalu i trudno go było z niego wyciągnąć. Teraz, kiedy nie miał już swojej ulubionej pracy, a jego nowa miała być dużo mniej obciążająca, najbardziej sensownym rozwiązaniem było to, w którym to on bierze na siebie więcej obowiązków domowych i wychowawczych. To była czysta logistyka, nic poza tym. - Łódź podwodna brzmi akurat na coś, czym mogliby chcieć chwalić się znajomym – zauważył niegłupio, chociaż w zupełności rozumiał to, co do niego mówiła. Rozumiał też chyba, czemu nie odpowiedziała mu nic na to, co powiedział jej wcześniej, ale szybko zorientował się, że takie przebiegnięcie przez temat mu nie wystarczyło. Przez chwilę głaskał ją jeszcze w ciszy po ramieniu, a potem – zupełnie jak robili kiedyś i jak uczyli się znów robić na terapii małżeńskiej – po prostu powiedział: - Jednak potrzebuję, żebyś coś mi na to odpowiedziała. Nie na łódź podwodną, mam nadzieję, że nigdy nie będziemy mieszkać w łodzi podwodnej, ale na to, że nie wiem, co między nami jest teraz okej – wyjaśnił spokojnie. - To całkiem realna obawa, to, że mogę coś bardzo popsuć, jeśli… jeśli cię dotknę za bardzo. Nie chcę na ciebie naciskać, nie chodzi mi o nic konkretnego, po prostu wydaje mi się, że potrzebuję… jasnych zielonych świateł. Tak jak teraz, bez żadnych sugestii, po prostu muszę usłyszeć, że tak, chcesz wejść ze mną do wanny – powiedział, bo chyba zależało mu na w miarę czytelnym wyjaśnieniu jej swojego dzisiejszego wahania i tego, że niespecjalnie inicjował między nimi jakieś czułości.
  
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-11, 21:11
 

– Ja wiem, że nie chce ci się pakować, ale naprawdę są mniej radykalne sposoby, żeby uniknąć przeprowadzki, nie musisz od razu brać i umierać – zapewniła, nie mając specjalnych wątpliwości co do tego, jak świetnie jej mężowi udałoby się to bieganie. Sama Mercy za bezsensowne i niepotrzebne uważała tylko pakowanie (najpierw napisałam gotowanie, ale to przecież też), tym bardziej, że w tym swoim ostatnim bieganiu miała dość konkretny cel. Teraz nie była już do końca pewna, czy myślała w ten sposób od początku, czy dopiero później połączyła te dwie rzeczy ze sobą, ale skoro maraton był krótko po ich przeprowadzce do Bostonu, trochę zaczęła uzależniać od jego wyniku całą resztę – ciężko jej było pozbyć się jakiegoś poczucia, że jeśli pobiegnie i nie umrze po drodze, to może w Bostonie też im się uda: z pracą, drugim dzieckiem i całą resztą. Ale… przecież wcale nie musiało jej się udać, dlatego chyba lepiej będzie, jeśli jutro to ona pójdzie pobiegać. Póki co mogła tylko przytaknąć, że tak, Will-utrzymanek faktycznie brzmi wspaniale, a po chwili zmarszczyć lekko czoło. Nie dlatego, że miała jakiś problem z pracą albo pensją swojego męża. Żyli razem już na tyle długo – w dodatku ze wspólnym dzieckiem, któremu też ciągle trzeba było coś kupować i wydawać na niego pieniądze, zaczynając od gofra, a na czesnym w szkole kończąc – że Mercy traktowała pieniądze i, generalne, rzeczy, po prostu jako wspólne. Inna sprawa to to, że przecież jej zdaniem Will miał ogromny wkład w to, że udało jej się tę rezydenturę skończyć – zarówno jako mąż, jak i jako mentor – więc co jak co, ale jakaś książka w prezencie by mu się akurat należała. Już dawno zgubiłam wątek, a chciałam napisać, że Mercy się zmarszczyła, bo coś jej się przypomniało, co nie. - Słuchaj, a bierzesz pod uwagę, że mógłbyś posiedzieć w tej pracy dłużej niż tydzień? Nie, żebym jakoś nalegała, ale… trochę myślę, żeby wrócić do doktoratu? Nie wiem, czy od tego roku, to chyba brzmi na średni moment, ale myślę o tym – wzruszyła lekko ramionami. Nie umiała mu powiedzieć niczego bardziej konkretnego, ale znów: był jej mężem i jedyną osobą, u której chciałaby ten doktorat skończyć, to komu innemu miała o tym powiedzieć?
– Tak, tylko… nie do końca wiem, co mam ci powiedzieć, bo nie myślę, że dotykasz mnie za bardzo – przyznała. - To znaczy, wiesz, ja nie myślę, że coś popsujesz i chyba jeszcze nie wymyśliłam, co możemy zrobić, żeby tobie było z tym trochę łatwiej. [b]- Chcesz, żebym za każdym razem mówiła ci wprost? I… chodzi tylko o rzeczy, których zwykle nie robimy czy będziesz się czuł lepiej, jeśli będę ci też mówiła, że tak, przytulenie jest teraz okej? – przekręciła się trochę, żeby móc na niego wygodniej spojrzeć. Do tej pory – teraz, w łazience, a nie, że przez ostatnie miesiące – kompletnie się nad tym nie zastanawiała i nie pomyślała nawet, że w tej wannie może być coś dziwnego. A teraz, gdy zdała sobie sprawę, że Willowi jest z tym dość mocno niewygodnie, sama poczuła jakiś dziwny dyskomfort i trochę miała ochotę się zasłonić.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-13, 22:22
 

- Dobrze wiedzieć, jak bardzo we mnie wierzysz. Jeszcze byś się zdziwiła, gdybym przebiegł za tobą ten maraton – powiedział takim tonem, jakby na koniec miał ochotę jeszcze prychnąć, ale oboje doskonale wiedzieli, że to tylko kolejny popis wybitnego poczucia humoru doktora Williama Jamesa Harta (który, mam potrzebę dodać, w przeciwieństwie do Jake’a Gyllenhaala regularnie się myje). Zresztą, on sam chyba za bardzo nie mógł w to uwierzyć, skoro nawet nie mówił, że przebiegłby go z nią, tylko za nią – pewnie długie kilometry i wiele lat palenia przypomniałoby o sobie po jakichś dwudziestu, góra trzydziestu metrach. Niezależnie od tego, czy wiedział, jak duże znaczenie cały ten maraton miał dla jego żony, ale z pewnością wiedział, że zamierzali z Jacksonem jej kibicować podczas przygotowań i zabrać po na jakiegoś dobrego gofra (w trakcie pewnie też by chcieli ją wspierać, ale nie jestem pewna, jak to się robi, stoi się po prostu na mecie i czeka?). Kiedy już jednak trochę pożartował, wykonując jednocześnie trochę bardziej pasujący do niego rodzaj aktywności fizycznej (to znaczy: leżąc w wannie i przytulając się do żony), usłyszał pytanie Mercy i nieco uniósł brwi. - Do doktoratu u mnie? – spytał, całkowicie świadomy tego, jak idiotyczne było upewnianie się w tym przypadku. Ale nie chodziło chyba nawet o to, a zdecydowanie bardziej o fakt, że zwyczajnie go to pytanie ucieszyło i chciał ten moment trochę przedłużyć. Mógł nie być pewny, czy Mercy chciała, żeby ją czasem pocałował, ale ich współpraca naukowa wydała mu się dość oczywista. - Ze względu na to może faktycznie mógłbym jednak zrezygnować z roli utrzymanka – stwierdził, uśmiechając się do Mercy z entuzjazmem doktora Harta robiącego plany naukowe. Czyli całkiem dużym. - W takim razie myśl o tym i koniecznie mi powiedz, jak coś wymyślisz, to usiądziemy do pracy – zapewnił. Chwilowo wchodzenie w szczegóły takie jak to, że nie miał pojęcia, co Harvard na jego doktorantów (i na doktorantkę, z którą był już kilka ładnych lat po ślubie) i że nie miał pojęcia, kiedy dostaną niemowlaka i czy uda im się ogarnąć nad nim pracę, wydawało mu się dość mało istotne – sama propozycja spodobała mu się na tyle, że jeszcze przez chwilę uśmiechał się do Mercy, zanim przekręcił głowę, żeby ją krótko pocałować.
Może ten spontaniczny gest, na który nie krzywiła się chyba jakoś okropnie, trochę ułatwił mu jednak dalszą część ich rozmowy. Nie miał pojęcia, że poczuła się przez jego pytania gorzej, więc wciąż głaskał ją po ramieniu i patrzył na nią może odrobinę niepewnie, ale przede wszystkim z dużą czułością i wdzięcznością za jej reakcję. - Czyli to przede wszystkim mój problem? – upewnił się i odetchnął. - Mów mi wprost, kiedy chcesz, żebym się odsunął, przestał albo w ogóle dał ci święty spokój. I kiedy chcesz, żebym wszedł do ciebie do wanny, naprawdę mocno za tym tęskniłem – uśmiechnął się lekko i odgarnął jej włosy z twarzy. - A ja obiecuję nie zastanawiać się aż tak dużo nad tym, czy przytulenie się do ciebie jest okej. Skoro ty nie masz tego problemu.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2021-08-15, 12:33
 

– Wcale nie byłabym zdziwiona. Co najwyżej tym, że dałeś mi fory i nie przybiegłeś przede mną – skłamała bez mrugnięcia okiem i ciężko stwierdzić, czy zrobiła to z miłości, czy jednak z perfidii. - Niestety, ja zaklepałam sobie ten maraton pierwsza, a w Bostonie nie mamy niani ani babci, więc musisz zostać z JJem, bardzo mi przykro, że pozbawiam cię takiej szansy – próbowała nawet zrobić minę, która faktycznie sugerowałaby, że było jej przykro przez to, że jej mąż nie dostanie jeszcze w tym roku zawału i nie umrze po pierwszym kilometrze.
– Doktoratu u ciebie, a u kogo innego? – spytała raczej czysto retorycznie, bo miała nadzieję, że przynajmniej to oboje wiedzieli – że doktorat u kogokolwiek innego w ogóle jej nie interesował. - Brzmi jak bardzo duże poświęcenie, nie musisz tego robić przez wzgląd na mnie – zapewniła z rozbawieniem, bo faktycznie wyglądało na to, że rola utrzymanka spodobała się dzisiaj Willowi trochę za bardzo, więc nie chciała od razu zabierać chłopakowi tych marzeń. Samo robienie doktoratu u Willa nie wydawało jej się dużym problemem – on, żeby zrobić profesurę, potrzebował doktorantów, a wydawało jej się, że Harvardowi może całkiem zależeć na tym, żeby ich pracownicy dalej cisnęli te swoje kariery naukowe, zamiast uznawać, że spoko, doktorat mi wystarczy, habilitacji już nie chce mi się robić. A doktorantka, z którą był kilka lat po ślubie, mogła brzmieć odrobinkę problematycznie, ale wciąż chyba brzmiała lepiej niż doktorantka, z którą sypiał od kilku tygodni, prawda? Tym bardziej, że aktualnie nie sypiał z własną żoną, ale miejmy nadzieję, że przyjaźń z Colinem nie sprawi, że Will znajdzie sobie własną… kobietę z wąsem? Ale ja chciałam o czymś innym – o tym, że… tak naprawdę Mercy pytała go o coś zupełnie innego. Chciała wiedzieć, czy zdaniem Willa ten doktorat to w ogóle dobry pomysł i czy nie lepiej z nim poczekać ten rok czy dwa, w zależności od sytuacji z małym Hartem, ale… dzisiaj zwyczajnie nie chciało jej się tym dłużej martwić, dlatego zwyczajnie uśmiechnęła się do niego i zapewniła, że jak coś wymyśli, to mu powie.
– Jasne, ale… ja nie chcę, żebyś się odsuwał – wzruszyła lekko ramionami, nie dodając, że nawet gdyby chciała, to nie miała raczej okazji powiedzieć mu, żeby przestał, bo przecież oni nic nie robili. - Nie robisz mi niczego złego, kiedy mnie dotykasz, nie… nie wiem, nie naruszasz żadnej granicy, obiecuję, że wszystko jest okej i że ja chcę, żebyś mnie dotykał. W porządku? – upewniła się i jeśli było okej, to na powrót przysunęła się bliżej, żeby się o niego oprzeć i trochę przytulić. - Ja też za tym tęskniłam.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 


Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: