Poprzedni temat «» Następny temat




43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-09, 13:32
 

- Oprócz tego, że niespecjalnie mam co w tej pracy robić, mogę zostać nawet na dwie – zapewnił ją tylko trochę rozbawiony. Rzeczywiście niespecjalnie miał dzisiaj jeszcze jakąkolwiek robotę – projekt świetnie radził sobie bez niego, był przygotowany do kolejnych wykładów, nie miał stosu wejściówek do sprawdzenia i chyba głównie mógłby grzebać w wynikach badań albo poganiać jakichś doktorantów, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie miał za to zupełnie nic przeciwko daniu Mercy i Jacksonowi chwili tylko dla nich. Może w jakimś sensie nawet obawiał się ostatnio o ich relacje. JJ przecież różnie znosił to, że mama przez dłuższy czas głównie leżała w łóżku i nie była najaktywniejszą towarzyszką do zabaw, ale przede wszystkim, Will nie miał bladego pojęcia, jak Mercy po tym wszystkim patrzyła na własne macierzyństwo. I chyba nie umiał jej o to spytać – temat sam w sobie nie mógł być przecież przyjemny, ale on raczej nie potrafiłby też ubrać go w słowa tak, żeby skończyło się to jakąś okropną kłótnią. A, umówmy się, kłótnie to ostatnie, na co miał teraz ochotę. – O innych nawet nie pomyślałem – powiedział, uśmiechając się odrobinę szerzej. Zajęta i skupiona Mercy była wspaniałym widokiem, ale Mercy, która właśnie się z czegoś zaśmiała (szczególnie kiedy nie było to jakoś specjalnie zabawne) była czymś, za czym – sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę – chyba po prostu niesamowicie się stęsknił. – Obniżyła ci się poprzeczka czy od samego początku wystarczyło, żebym umył i pokroił jakieś jabłka? – zainteresował się takim tonem, jakby faktycznie musiał się jakoś specjalnie napracować, żeby tę swoją wymagającą żonę poderwać. A potem po prostu pochylił się i pocałował ją w głowę. – Świetnie ci poszło – zauważył uprzejmie, gdy usłyszał o tym, ogarnianiu papierów i, zanim zaczęła mu opowiadać, upewnił się jeszcze, czy nie miała ochoty na swoją kawę. Gdyby wiedział, czym się martwiła, chyba byłby trochę zaskoczony, bo Will zupełnie nie miał takich obaw. Jasne, czuł ukłucie zazdrości za każdym razem, kiedy robiła coś, co sam chętnie by zrobił i za czym tęsknił, ale nigdy nie było silniejsze niż to, że był z niej po prostu dumny. Może całkiem skutecznie pomagała mu myśl, że to on ją tego wszystkiego nauczył, ale z drugiej strony, chyba po prostu powoli uczył się akceptować to, że… to już zwyczajnie nie była jego działka. I miło było wiedzieć, że zostawił w niej kogoś, kto wiedział, co robi. Zdecydowanie nie wyobrażał sobie jednak sytuacji, w której przestają o tym rozmawiać i Mercy nagle nie opowiada mu o ciekawszych operacjach albo po prostu o tym, co robiła dzisiaj w szpitalu – szczególnie dlatego, że mogłoby mu się zrobić przykro, że to nie on akurat kogoś pokroił. Była jego najsensowniejszym i najbardziej kompetentnym połączeniem ze szpitalem, a z tego Will naprawdę nie chciał rezygnować. Szczególnie że sam naprawdę nie miał jej niczego specjalnego do opowiedzenia, bo nie robił dziś nic poza prowadzeniem zajęć i przeglądaniem papierów – niech przynajmniej jedno z nich ma jakąś ciekawą pracę.
Skoro jednak Mercy chciała spędzić trochę czasu sam na sam z synem, Will został w tej nieciekawej pracy jeszcze przez dłuższą chwilę, podpisał parę rzeczy, pozastanawiał się nad jakąś niejednoznacznością w wynikach badań i, skoro nie miał niczego lepszego do roboty, zadzwonił do szpitala (pewnie jakiś dwudziesty raz) z pytaniem, czy może jednak przypadkiem nikt nie znalazł nigdzie obrączki – zgadywał, że prędzej Mercy zgubiła ją na ulicy i ktoś zdążył ją już opchnąć, ale… no serio, co innego miał niby zrobić? Ku jego zaskoczeniu pani z administracji przekazała jednak, że owszem, coś tam znaleziono i jak chce, może zobaczyć, czy to jego biżuteria.
Mniej więcej pół godziny później, po szybkim telefonie do Mercy, żeby upewnić się, jakie mają z Jacksonem plany i czy przypadkiem nie będzie im przeszkadzał, namierzył ją na ławce na placu zabaw. Pewnie chętnie przywitałby się z własnym synem, gdyby ten nie był trochę zbyt zajęty zabawą z kolegą, ale zamiast tego podszedł do Mercy z miną zupełnie niewskazującą na to, jak spędził ostatnie kilka chwil. – Wiesz, trochę o tym myślałem i uznałem, że nie jestem pewny jak czuję się z tym, że masz chodzić z tymi czterema zgrabnymi nogami po szpitalu i robić innym facetom nadzieję – poinformował ją na dzień dobry i usiadł obok. – Pewnie przydałoby się coś, żeby wszyscy wiedzieli, ze jesteś zajęta – dodał jeszcze, wciąż tym samym tonem, jakby opowiadał jej o pogodzie albo swojej nudnej pracy. A potem po prostu wziął ją za rękę i przełożył obrączkę prosto do jej dłoni.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-19, 20:23
 

Dziwnie było usłyszeć, że Will nie ma nic do roboty w pracy. Jasne, już dawno przyzwyczaiła się do tego, że żyją tu zupełnie inaczej niż w Kalifornii i doceniała wiele aspektów życia w Chicago z ich synem i mężem, który większość wieczorów spędzał w domu zamiast w pracy. Wciąż jednak jakoś odruchowo zdarzało jej się założyć, że ma trochę dodatkowej roboty i chętnie zostanie na nadgodziny, jeśli Mercy zajmie się Jacksonem. - Możesz zostać godzinę dłużej, a potem wpaść do nas, też dostaniesz loda – zaproponowała. Był środek tygodnia, a ich dziecko chodziło do szkoły, więc nie planowała siedzieć z nim w parku do nocy, nawet jeśli JJ pewnie byłby na to bardzo chętny. - A czy kiedykolwiek w Kalifornii myłeś i obierałeś jabłka? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie, bo wciąż aż za dobrze pamiętała te wszystkie plasterki ogórka, które musiała wyjadać z kanapek męża.
A skoro poszła zostawiła izbę i pacjentów, żeby trochę popracować tu w spokoju, zamiast zabrać się za pracę, wypiła z Willem kawę, przy okazji opowiadając mu trochę o swojej operacji z nocy, a trochę o tym, co jej wczoraj opowiadała Brenda. Chętnie posiedziałaby z nim tutaj jeszcze chwilę, zwłaszcza gdyby Will dalej głaskał ją po głowie, ale okazało się, że jednak musi wracać do pracy. Na szczęście nauczyła się już dość mocno pilnować czasu, kiedy wiedziała, że to ona odbiera dzisiaj małego, dlatego udało jej się nie tylko wyjść z pracy punktualnie, ale nawet dotrzeć pod szkołę chwilę przed tym, zanim JJ skończył zajęcia. W bagażniku dalej miała jego hulajnogę, więc umówili się, że teraz pojadą do parku, a jak tata przyjdzie, to rzeczywiście pójdą na te lody. To wszystko brzmiało w głowie Mercy jak zupełnie niezły plan, bo… zupełnie zapomniała, że w parkach z reguły są place zabaw. Zapomniała też, że kiedy tylko Jackson zobaczy jakiś plac zabaw, na którym już są dzieciaki, natychmiast chce iść się pobawić, zapominając o wszystkich hulajnogach i lodach. I co miała zrobić? Przecież nie powie mu, że nie, nie może iść się pobawić, bo Mercy jest zbyt zjebana na spędzanie czasu wśród całej bandy dzieci.
Kiedy więc zadzwonił do niej Will, z trudem powstrzymała się przed poproszeniem go, żeby spróbował przyjechać do niej jak najszybciej (w końcu miała raczej kiepskie doświadczenia z Willem, który próbuje gdzieś dotrzeć autem jak najszybciej), bo nie marzyła o niczym innym niż to, żeby już stąd iść. Zwyczajnie ciężko było jej siedzieć tutaj i patrzeć, jak JJ bawi się z innymi dziećmi, kiedy wiedziała, jak wyglądają ich szanse na załatwienie mu jakiegoś prywatnego rodzeństwa do zabawy. Całkiem mocno jej ulżyło, gdy Will wreszcie przyszedł, nie była jednak w nastroju do żartów i spojrzała na niego z mocno zmarszczonym czołem, gdy usłyszała o tym robieniu nadziei innym facetom. A kiedy dostała do ręki obrączkę, przez chwilę wpatrywała się w nią, jakby nie była pewna, czy na pewno jest jej. - Dziękuję – powiedziała wreszcie i objęła go za szyję, mocno się do niego przytulając. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję. - odsunęła się trochę, żeby dać mu buziaka. - Gdzie ją znalazłeś? - spytała jeszcze, na chwilę zapominając, że bardzo chciała stąd iść. Zamiast tego zerknęła na obrączkę - Jest bardzo ładna, wiesz? Zawsze była taka ładna? Niby od kiedy masz taki dobry gust? - spytała, najwyraźniej w trochę dziwny sposób okazując wdzięczność komuś, kto jakimś cudem znalazł jej obrączkę. - Mogę ją sobie nawet przykleić do czoła, jeśli masz ochotę, wtedy wszyscy będą wiedzieć, że wszystkie moje cztery nogi są już dawno zajęte.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-23, 00:13
 

997
Kiedy ostatni raz odwiedzała rodziców w Lowell, Mercy wciąż była w ciąży i… i zupełnie nie tęskniła za wizytami tutaj. Nie tylko dlatego, że jej matka potrafiła ją zirytować w przeciągu jakichś pięciu sekund i wydawało jej się, że najlepiej się dogadują, przebywając w innych miastach. Przede wszystkim chyba wciąż nie czuła się gotowa na wizytę, którą postrzegała przede wszystkim jako konfrontację. Sytuacji nie ułatwiał też fakt, że przyjeżdżali do Lowell głównie na jakieś większe rodzinne spotkania, a Mercy nie miała pojęcia, ile wie jej rodzeństwo (albo czy cokolwiek wiedzą) – sama przecież praktycznie się z nimi nie kontaktowała i do żadnej z sióstr nie zadzwoniła z płaczem po poronieniu, ale bez problemu mogła wyobrazić sobie Margaret Mercer, która po wizycie w domu Hartów obdzwania swoje dzieci, by je o wszystkim poinformować.
I w jakiś dziwny sposób wizyta w domu rodziców stała się w jej głowie pewnym testem – nie wiedziała nawet kiedy, ale skoro wróciła już do pracy, była na placu zabaw, a ich życie w Chicago coraz bardziej zaczynało przypominać życie sprzed kilku miesięcy, uznała wizytę w Lowell za ostateczny sprawdzian, który dowiedzie, że Mercy znowu jest normalna, jeśli tylko go zda. Dlatego bardzo szybko się zgodziła, gdy jej matka zadzwoniła, żeby zaprosić ich do Lowell na jakiś obiad. Oczywiście nie miała na to najmniejszej ochoty, ale… chciała zdać ten sprawdzian, okej? Dlatego gdy w sobotę zaliczyli poranny trening Jacksona, wpadli na chwilę do domu, pewnie głównie po to, by się przebrać i pojechali do Mercerów, żeby spotkać nie tylko jej rodziców (Mercy wciąż chyba trochę unikała ojca), ale też przynajmniej część jej rodzeństwa ze swoimi rodzinami.
Podczas obiadu udało jej się nie pokłócić z matką (zdarzało jej się dość wymownie wywrócić oczami, kiedy Margaret coś mówiła, ale chyba nikt nie zwrócił na to większej uwagi, bo bardziej zdziwiłoby ich, gdyby Mercy nie przewracała oczami) i był miłą dla reszty rodziny (dwa razy powiedziała coś wrednego do swojego szwagra, ale facet był kretynem, więc się nie liczy), ale kiedy wszyscy zajęli się piciem kawy, układaniem lego albo plotkowaniem o ludziach z Lowell, których Will i Mercy przecież muszą kojarzyć, Mercy gdzieś zniknęła.
A kiedy jej mąż wyruszył na misję poszukiwawczą (no sorry, nie miał wyjścia), znalazł ją siedzącą na najwyższym stopniu schodów prowadzących na piętro domu. - Dzwoniła mama Tommy’ego, prosiła, żebyśmy podrzucili go na karate w przyszłym tygodniu. Powiedziałam, że podrzucimy – wyjaśniła od razu i wskazała na telefon w swojej dłoni, żeby usprawiedliwić swoje chowanie się przed rodziną. - Ładnie wyglądasz w tej koszuli, wiesz? – dopytała jeszcze (pewnie wiedział, bo Mercy mu ją kupiła), a kiedy Will usiadł obok niej, najpierw pocałowała go w ramię, a dopiero potem położyła na tym ramieniu głowę. Milczała przez chwilę, aż wreszcie powiedziała: - Ben zostawia rodzicom dzieci na weekend, więc matka pytała, czy nie chcemy im też zostawić JJa do jutra.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-27, 22:33
 

Może chodziło po prostu o to, że ten entuzjazm Mercy był dość niespotykany, ale tym razem, pewnie dość wyjątkowo, to Will nie był przekonany co do tej wizyty. Pewne rzeczy dochodziły do niego z dość dużym opóźnieniem i kiedy już przeszedł fazę zaskoczenia nagłym spokojem w ich życiu, zaczął zdawać sobie sprawę, że z dnia na dzień czuje się coraz bardziej… zmęczony. Nie w tak dramatycznym stopniu, jak wtedy, kiedy potrzebowali pomocy Mamy Mercer, ale trochę jakby pracował ostatnio zbyt dużo (a nie pracował) albo dopiero wychodził z jakiejś długiej choroby. Jego organizm potrzebował może odrobinę więcej snu (a kiedy nie potrzebował), ale przede wszystkim Willowi niespecjalnie chciało się teraz po prostu robić cokolwiek istotnego. Bardzo chętnie układał z Jacksonem kolejne lego, którymi potem zastawiali salon, bo w pokoju małego już się nie mieściło, chętnie przytulał Mercy, kiedy czytał książkę przed snem i może nawet całkiem chętnie pojawiał się w jednej lub drugiej pracy, bo w siedzeniu w domu przez cały dzień nigdy nie widział niczego atrakcyjnego. Ale niespecjalnie miał siłę na cokolwiek, co wykraczałoby poza te najbardziej podstawowe aktywności – dlatego, kiedy usłyszał o obiedzie u Mercerów, w pierwszej chwili miał szczerą ochotę spytać, czy naprawdę muszą. Na szczęście dość szybko zorientował się, że chęć odwiedzenia rodziny jest w przypadku Mercy na tyle nietypowa, że może być po prostu ważna. Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę to, w jakich okolicznościach ostatnio widywała się ze swoimi rodzicami. Odpuścił więc sobie jakiekolwiek marudzenie, założył którąś ze swoich ładniejszych koszul i przy stole dał się wciągnąć w niezwykle fascynujące rozmowy o tym, o jakich szkołach dla Jacksona powinni myśleć, ile kosztują studia i jak mają się teraz ceny nieruchomości pod Chicago. I gdyby nie nagły bardzo nieprzyjemny ścisk, kiedy zorientował się, że nie widzi nigdzie Mercy, mógłby być całkiem wdzięczny, że miał pretekst, żeby nie słuchać dłużej o domu, który oglądała ostatnio jej siostra i o tym, że podłogi nie podobały się jej mężowi, ale jej już tak. Naprawdę mocno pracował nad okazywaniem Mercy pełnego zaufania, ale, nie oszukujmy się, kiedy tylko zniknęła mu z oczu na rodzinnym spotkaniu, jego pierwszą myślą było to, że zwyczajnie nie wytrzymała. Może ktoś ją o coś spytał, ktoś jej coś powiedział, a może po prostu wokół biegało za dużo dzieci – miał wystarczająco dużo powodów, żeby błyskawicznie wmówić sobie, że coś się stało. I kiedy tylko zatrzymał się na schodach i zobaczył swoją zupełnie spokojną żonę z telefonem w dłoni, chyba nie był w stanie nie wyglądać na chociaż odrobinę zaskoczonego. - Ale bez lizaków, okej? Ostatnio przykleił nam jednego do siedzenia – powiedział w końcu i usiadł obok niej. - Wiem, ale podziwianie musi ci wystarczyć, mam żonę – poinformował ją z powagą i nawet podniósł rękę, żeby pokazać jej obrączkę. A potem objął ją tą ręką i pocałował w głowę. - A chcemy, żeby wrócił trzy razy grubszy? – upewnił się z rozbawieniem. - Nawet jeśli nie chcemy, pewnie ciężej będzie go zabrać niż zostawić, jestem za – wyjaśnił już po chwili. Naprawdę cieszył się z tego, jak dobrze JJ dogadywał się z dziadkami i kuzynostwem – perspektywa wolnego dnia też brzmiała całkiem nieźle, nawet jeśli nastawiał się w tym czasie głównie na czytanie książki. Jeszcze na chwilę oparł policzek o głowę Mercy i głaszcząc ją po ramieniu, spytał trochę ciszej: - Jak się trzymasz? Bo wyglądasz fantastycznie. Nie tylko wyglądasz, jakbyś trzymała się fantastycznie, ale też po prostu... wyglądasz - uśmiechnął się pod nosem, bo najwyraźniej ładna żona pasowała mu dzisiaj do koszuli.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-29, 01:22
 

Zmarszczyła lekko czoło, widząc, jak zaskoczoną minę miał jej mąż, ale w żaden sposób tego nie skomentowała ani nie dopytywała. Skończyła rozmowę z mamą Tommy’ego już chwilę temu, ale dalej nie schodziła na dół – nie dlatego, że w jakiś sposób bała się konfrontacji z własną rodziną (bała się jedynie konfrontacji z tatą), po prostu… nie miała ochoty. Na co dzień nie utrzymywała zbyt bliskiego kontaktu ze swoim rodzeństwem, nie mówiąc już o jakimś głupim szwagrze, dlatego prawie już zapomniała, że Mercy najzwyczajniej w świecie ich nie lubi. Nie dogaduje się z nimi, nie obchodzą jej opowieści siostry o podłogach i właściwie nie mają o czym rozmawiać. W dodatku nie byłaby sobą, gdyby większości rzeczy, które mówi jej rodzeństwo, nie traktowała jako personalnego ataku – rozmowa z Willem o szkole JJa polegała pewnie na tym, że Mercerowie próbowali go przekonać, że prywatne szkoły nie zawsze są lepsze od publicznych, a Mercy zamiast tego usłyszała tylko coś w stylu „ale z was buce” albo „sama uczyłaś się w Lowell, a teraz uważasz się za lepszą od nas, bo twojego męża stać na prywatną szkołę z głupimi mundurkami”. Pewnie zdążyła już nawet przeprowadzić (i wygrać) w swojej głowie ze dwie kłótnie z bratem, dlatego teraz chciała jeszcze trochę posiedzieć z dala od nich.
– Nie pozwoliłeś potem Jacksonowi zjeść tego lizaka, co? – spytała, patrząc na Willa tylko trochę (ale naprawdę bardzo trochę) tak, jakby go jednak o to podejrzewała. A gdy zobaczyła obrączkę, uniosła nieco brwi i zasugerowała: - Nie to, żebym była zazdrosna, ale może mógłbyś wspominać o tej swojej żonie trochę częściej, kiedy pięć różnych bab ślini się do ciebie na baseballu? Zwłaszcza skoro twoja żona kupuje ci niebrzydkie koszule – ona wcale nie żartowała. To znaczy: zupełnie serio była gotowa zapierać się, że wcale nie jest zazdrosna o te wszystkie matki Tommych i innych Patricków. Nie była zazdrosna, bo ufała Willowi (i wiedziała, że jednak wygląda troszkę lepiej niż większość tych kobiet), ale i tak widząc to, miała ochotę pożyczyć od Jacksona pałkę i walnąć jedną z drugą w głowę. Oczywiście nie zamierzała żadnej z nich mordować, ale… może gdyby ktoś wybił im jedynki, zajęłyby się wreszcie sobą zamiast cudzymi mężami? Warto sprawdzić.
– Zje jakieś pięć razy więcej kalorii niż w domu, ale pewnie biegać też będzie pięć razy więcej, może jeszcze zmieści się jutro do fotelika. Żeby nie pozwolić rodzicom utuczyć nam dziecka tak do końca, możemy się poświęcić i zabrać dzisiaj trochę tego sernika do domu – zaproponowała dobrodusznie , mając na myśli wyłącznie dobro Jacksona. Nie pomyślała jeszcze o tym, że zostawienie JJa w Lowell oznacza wolną sobotę spędzoną tylko z mężem, pomyślała za to, że… chyba całkiem cieszy się, że Jackson lubi tu przyjeżdżać. Nie dlatego, że Mercerowie byli jacyś super, po prostu posiadanie dziadków, kuzynów i wujków po kilku latach spędzonych tylko z mamą i babcią wydawało się być całkiem miłą odmianą.
Jeszcze milsze było usłyszenie od męża, że ładnie wygląda (spoko, wiedziała, że przez ostatnie miesiące nie wyglądała ładnie, więc nie obwiniała go za to), a potem wzruszyła lekko ramieniem. - Chyba nie wiedzą. I… cieszę się, że nie wiedzą. Ale chętnie pojechałabym do domu zamiast siedzieć tu i słuchać o podłogach – przyznała. Była całkowicie pewna, że jej rodzina nie potrafiłaby udawać i zachowywać się normalnie, gdyby wiedzieli, więc nie brała nawet pod uwagę, że byli przyzwoitymi ludźmi, którzy nie chcą im dokopywać.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-05-30, 19:13
 

Unióśł nieco brwi i jeszcze przez chwilę patrzył na Mercy tak, jakby… no właśnie, oskarżała go o karmienie ich dziecka resztkami po jego kolegach. - Pewnie, że pozwoliłem. A na obiad zabrałem go do kosza sąsiadów – poinformował ją bardzo życzliwym tonem, zupełnie jakby nie poczuł się urażony jej wizją rodzicielstwa w wykonaniu Williama Harta. - Jesteś pewna, że chodzimy na ten sam baseball? Już kolejny raz wspominasz o tych śliniących się babach, a ja ich nigdy nie widzę. Może następnym razem pokaż mi palcem, które to, przynajmniej trochę podbuduję sobie samoocenę – poprosił ją, wyglądając przy tym na całkiem poważnego i zainteresowanego sprawą człowieka (i jakby faktycznie potrzebował podbudowywania mu samooceny). I, jasne, w tym momencie się z niej nabijał, ale przecież Will naprawdę nie zwracał większej uwagi na cudze matki, nieważne, czy się do niego śliniły, czy nie. Nigdy nie był specjalnie próżny, nie zastanawiał się, czy więcej osób nie będzie do niego wzdychać, kiedy się trochę ogoli i nie rozglądał się po szpitalu, uczelni albo boisku w poszukiwaniu wlepionych w niego oczu. Był całkiem przystojny i pewnie nawet o tym wiedział, ale nie od dzisiaj zwyczajnie nie interesował się ludźmi, którzy nie byli w jego życiu istotni. Szczególnie, że był w stu procentach przekonany, że jego żona była najlepszą istniejącą partią.
- Sernik za syna, to brzmi na dobry układ – pokiwał głową z rozbawieniem, przesuwając dłoń na plecy Mercy. - Trzeba się tylko upewnić, czy wziął wszystkie dinozaury do spania, bo będziemy musieli go zabrać po dwudziestu minutach – mruknął jeszcze, głaszcząc żonę po plecach i bardziej robiąc na głos listę rzeczy do zrobienia niż faktycznie jej o tym przypominając. Nie sądził, żeby dało się zapomnieć o wszystkich wymaganiach Jacksona, bez spełnienia których funkcjonowanie okazywało się trochę trudniejsze niż bywało to z innymi dziećmi. Tym bardziej cieszył się, że mały ma dobry kontakt ze swoimi dziadkami i kuzynami – miał wrażenie, że im więcej czasu spędzał w środowisku różnych ludzi, którzy go jawnie lubili, chwalili i chcieli i z nim być, tym lepiej radził sobie na co dzień.
- To chyba całkiem miło ze strony twojej mamy, prawda? Byłem przekonany, że nie wytrzyma. To znaczy… pewnie z jej strony to byłby jakiś przejaw troski, ale i tak jestem zaskoczony – powiedział ostrożnie, zerkając na Mercy, żeby upewnić się, czy przypadkiem tym nie przegiął. Nie miał żadnego problemu z jej matką i zwyczajnie lubił jej rodziców, ale nigdy nie miał też specjalnej potrzeby przekonywania Mercy, że powinna zmienić swoje podejście. Chyba chciał po prostu zauważyć, że Margaret Mercer martwiła się w trochę inny sposób niż Hartowie i coś, co dla nich było oczywistością, od niej mogło wymagać sporo wysiłku, który jednak zdecydowała się włożyć. - Zdradzę ci tajemnicę, okej? Kiwałem głową do podłóg, ale tak naprawdę myślałem o tym serniku – przyznał się z rozbawieniem. - Chcesz już wracać? Możemy im powiedzieć, że… nie wiem, sąsiadka zadzwoniła, że zostawiliśmy odkręconą wodę w ogródku – zaproponował.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-07, 20:53
 

- Cieszę się, że przynajmniej czasami mały może zjeść coś lepszego niż to, co sama gotuję – odparła z powagą, gdy Will wspomniał o tym jedzeniu ze śmietnika. To, że Will gotował, wydawało jej się dość… normalne. Jeszcze do niedawna bardzo uciekała od takiego życia, jakie miała jej matka, dlatego nie miała też większego problemu z tym, że nie jest kurą domową, która już od rana kręci się po kuchni, by mąż miał trzydaniowy obiad po powrocie z pracy. Nie wymagała od Willa, żeby to on codziennie szykował im ciepłe posiłki (poza tym Mercy jadła jednak głównie po to, żeby nie umrzeć, nie była jakimś szczególnym smakoszem i kanapki zamiast obiadu całkowicie jej odpowiadały), ale odkąd mieli Jacksona, bardzo mocno doceniała, jeśli jej mąż robił obiad. Chciała, żeby życie JJa było zwyczajnie przewidywalne i żeby wiedział, że po powrocie ze szkoły wróci do domu i zje obiad (a te Willa były przecież dużo smaczniejsze), zamiast zastanawiać się, czy dzisiaj znowu będzie musiał wzywać karetkę do babci. - Pokażę ci palcem tę najstarszą i najgrubszą – zapewniła, bo może tyle mogła dla niego zrobić.
Mruknęła coś w ramach potwierdzenia, a potem dodała: - Zaraz sprawdzę, czy mamy wszystko – skoro JJ nocował tu już kilka razy, może miał u dziadków drugą szczoteczkę do zębów czy jakąś piżamę, żeby nie musieli za każdym razem wozić. Co prawda teraz, gdy Will głaskał ją po plecach, a ona była w bezpiecznej odległości od rodziców, ostatnie, na co miała ochotę, to wstawanie i szukanie rzeczy ich syna. I nawet jeśli zachowanie Margaret rzeczywiście było dość miłe, Mercy dość wyczuwalnie spięła się, gdy Will o tym wspomniał. Nie zamierzała wyprowadzać go z błędu, ale nie zamierzała też kontynuować tematu, dlatego po prostu pokiwała głową i nic nie powiedziała.
– Powiem im, że mam swoje życie i ciekawsze rzeczy do roboty niż siedzenie z nimi w Lowell – wzruszyła ramionami, gdy Will zaproponował wymówkę. Może nie zamierzała tego powiedzieć tak dosadnie, ale wydawało jej się, że i tak wszyscy będą się domyślać, że chodzi właśnie o to, nawet gdyby kłamała o odkręconej wodzie. Zerknęła na zegarek Willa, żeby sprawdzić godzinę. - Ale chyba rzeczywiście zaraz będziemy się zbierać do domu, co? Zanim dojedziemy, pewnie i tak będzie już wieczór – zauważyła i dała Willowi buziaka. - Ja pójdę po sernik, a ty po małego? – zaproponowała.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-10, 23:15
 

- Hej, twoje ostatnie naleśniki zdecydowanie były twoimi najlepszymi naleśnikami – zauważył, kiedy postanowiła skrytykować swoje zdolności kulinarne. A chyba mogła mu całkiem zaufać, bo Will raczej nie był najlepszy w rzucaniu na prawo i lewo wyssanymi z palca komplementami. I naprawdę nie miał co do Mercy jakichś wygórowanych wymagań – głównie dlatego, że sam nie był jakimś wielkim fanem gotowania. Nauczył się gotować, bo jego ojciec zadbał o to, żeby nastoletni Will miał podstawowe umiejętności przetrwania w małym palcu (albo zakładał, że szybko się wyprowadzi i raczej nikt nie będzie go wtedy zapraszał na domowe obiadki, więc musi chłopaka przygotować), ale nigdy nie sprawiało mu to jakiejś szalonej przyjemności. Nie miał też talentu do tworzenia czegokolwiek samemu, zazwyczaj po prostu odtwarzał przepisy i nie wychodziło mu to zbyt dramatycznie. W dodatku przywiązywał do obiadów zdecydowanie mniejszą wagę niż Mercy. Oczywiście, że też chciał dla ich syna poczucia pewności i nie zamierzał wypuszczać go z domu bez śniadania i pełnego pudełka, ale chyba nie widział nic złego w jedzeniu na wynos albo naleśnikach z nutellą na obiad. I nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że bardzo potrzebował w tej kwestii Mercy. - Na nic innego nie liczyłem – odparł z rozbawieniem, kiedy dowiedział się, z jakimi podrywającymi go matkami planowała go zapoznać jego żona.
- Ale tak, żeby jednak nie zabrali nam tego sernika, okej? – zaproponował uprzejmie, po tym, jak pocałował Mercy w głowę i na chwilę przytulił ją odrobinę mocniej. Tylko trochę po to, żeby nie mogła zobaczyć jego bardzo rozbawionego uśmiechu, kiedy słuchał o tym, że planowała poobrażać rodzinę, która właśnie ich nakarmiła i której chcieli opchnąć dziecko. Całe szczęście dziecko okazało się zachwycone perspektywą zostania u dziadków z kuzynami (i całe szczęście, że mogli go zostawić, bo nie wyglądał na kogoś, kto planował przerywać zabawę i wracać do domu bez walki, bo rodzicom się znudziło), a oni mieli ze sobą wszystkie niezbędne dinozaury. Mniej lub bardziej grzecznie pożegnali się ze wszystkimi Mercerami i, kiedy już udało im się wywalczyć sernik na wynos, mogli w spokoju wracać do Chicago i… iść spać?
Jak dziwnie mogłoby to nie brzmieć, Will chyba nawet nie zanotował, że mieli dziś wieczór dla siebie. Może nawet w jakimś sensie wcale nie chciał tego zauważyć, bo wtedy musiałby się zmierzyć z tym, co okazywało się zaskakująco trudne. I zupełnie nie chodziło o to, że nie był w stanie wytrzymać kilku miesięcy bez seksu i odbijało mu, jak zbyt długo nie oglądał cycek. W tym dystansowaniu się Mercy było jednak coś bardzo trudnego do przełknięcia – trochę tak, jakby nagle przestała mu ufać. Jakby z jego miłością było jednak coś nie tak, skoro zakładała, że coś równie głupiego (w jego świecie), co blizna, może go odrzucić. Albo – i tych myśli nienawidził najszczerzej na świecie, szczególnie, że zawsze rozbrzmiewały głosem Violet – że jednak w tym wszystkim nie podołał. Że może chodziło o to, że nie było już niczego atrakcyjnego ani sensownego w facecie, który nie umiał jej ochronić, nie umiał wziąć tego wszystkiego na swoje barki i zacisnąć zębów, a zamiast tego potrzebował pomocy jej matki, miał problem z powrotem do pracy i płakał razem z nią na podłodze w kuchni. I, jasne, na racjonalnym poziomie wiedział, że to wszystko było po prostu głupie, ale skoro o tym nie rozmawiali, jego mózg produkował różne wytłumaczenia. Najbardziej jednak chciał dać Mercy przestrzeń, której najwyraźniej potrzebowała, więc nie pytał, czemu wciąż nie chciała się przy nim nawet przebrać, a zamiast tego po prostu wychodził z pokoju albo dawał jej wyjść bez żadnych pytań. Jego głupie domysły, jego tęsknota i jego chęć bycia trochę bliżej, nie były tu przecież ani trochę istotne i nie zamierzał się z tym kłócić. Tak jak dzisiaj najwyraźniej nie zamierzał wymagać już od siebie albo od żony żadnych zaawansowanych rozrywek i po wejściu do domu po prostu przeciągnął się i ziewnął. - Obiecuję, że sprzątniemy to jutro – zapewnił natychmiast z rozbawieniem, kiedy w oczy rzucił mu się prawie skończony statek z lego na środku salonu (który mieli sprzątnąć przed wyjściem). - Zaraz po tym, jak sprawdzę resztę egzaminów i bardzo zbiorę się w sobie, żeby nie wyrzucić ich przez okno – uprzedził po chwili i podszedł do Mercy, żeby pocałował ją w skroń. - Pójdę pod prysznic – poinformował ją jeszcze, fantazjując już chyba tylko o książce przed snem, bo najwyraźniej był dość starym człowiekiem.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-13, 23:54
 

Wiedziała, że Jackson powinien się ucieszyć z tego, że może zostać u dziadków, jeśli chce, ale i tak trochę jej ulżyło, gdy okazało się, że mały rzeczywiście jest zadowolony. To by znaczyło, że nie są najgorszymi rodzicami na świecie, próbując opchnąć Mercerom syna, prawda? Na pewno była lepszym rodzicem (wciąż raczej nie umiała o sobie myśleć, tak po prostu, jak o mamie, zwłaszcza że JJ jedną już miał) niż córką, dlatego pożegnanie z jej tatą było, delikatnie mówiąc, trochę niezręczne – do tego stopnia, że kiedy wreszcie wsiedli do samochodu, nawet myśl o serniku w bagażniku niezbyt ją pocieszała.
Nie umiała sobie poradzić z myślą, że tak okropnie nawaliła – to było tak trudne nie tylko dlatego, że przecież Mercury prawie nigdy nie nawalała, ale też dlatego, że zawiodła w jednej z najważniejszych spraw. I nie potrafiła uciec od różnych głupich pomysłów, na przykład od tego, że gdyby bardziej się starała i gdyby od początku chciała tego dziecka, może jakimś cudem dalej byłaby w ciąży. Albo od tego, że tata na pewno jest nią bardzo rozczarowany. Miała też naprawdę duży problem ze swoim ciałem po tym, co się stało, a blizna była w tym wszystkim najmniejszym problemem. Sama nie chciała na siebie patrzeć (jeśli Will był w sypialni i musiała iść się przebrać do łazienki, zwykle stawała tyłem do lustra) i czasami zakładała z góry, że Will też ma ten sam problem. I dlatego Mercy też nie pomyślała nawet o żadnym seksie z okazji wolnej soboty bez dziecka, bardziej skupiona na wyciąganiu sernika z samochodu. - Możesz je wyrzucić przez okno – wzruszyła ramionami, kiedy Will najwyraźniej bardzo próbował być porządnym wykładowcą. - Tylko będziesz musiał to zrobić dopiero jak wróci mały, wtedy będziesz mógł ustalić jakieś rzetelne zasady oceniania, nie wiem, zdają ci, których kartkę JJ złapie w powietrzu. Ja oczywiście bardzo cię kocham, ale nie będę dla ciebie biegać pod oknem – dodała i poszła do kuchni, żeby wsadzić ciasto do lodówki. Kiedy Will poszedł pod prysznic, Mercy sprzątnęła te ich klocki ze środka salonu, bo nie radziła sobie z takimi rzeczami zbyt dobrze, a po chwili też poszła na górę i położyła się w poprzek łóżka. - O której powinnam pojechać po Jacksona? Jeśli pojadę przed obiadem, matka i JJ będą chcieli, żebyśmy zostali na obiad. Ale jeśli pojadę już po obiedzie, zanim przyjedziemy do domu, zrobi się już późno, a on pewnie ma jakieś lekcje do odrobienia, poza tym wtedy nie byłoby go w domu praktycznie cały weekend – zaczęła się głośno zastanawiać, gapiąc się w sufit, gdy usłyszała, że Will przyszedł do sypialni. - Teraz cię o coś poproszę, a ty się nad tym zastanów, okej? – poprosiła. - Może pojadę przed obiadem, ale powiem, że przyjechałam sama, a ty właśnie masz jakąś… okropnie zaraźliwą grzybicę albo coś w tym stylu? Wtedy nie będą się dziwić, jeśli po prostu chwycę dziecko i dinozaury, a potem od razu wyjdę – wyjaśniła. - Albo, nie wiem, gdybyś był sześćdziesięciolatką z Lowell, dla której liczą się kwiatki w ogródku i plotki z sąsiadkami, jaką chorobą nie chciałbyś się zarazić? – Willowi byłoby pewnie teraz dużo łatwiej w życiu, gdyby po prostu mogli iść uprawiać seks.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-14, 17:01
 

To chyba kolejna kwestia, którą niespecjalnie wiedział, jak ruszyć. Widział, że coś zmieniło się w relacjach Mercy z jej ojcem, ale miał wrażenie, że skoro sama nie chciała o tym rozmawiać, to… chyba nie jego sprawa. Jej jedynej próby rozmowy na ten temat naprawdę nie pamiętał – był wtedy wykończony po bardzo długim dniu i uspokajaniu rozhisteryzowanego Jacksona, w dodatku jego stan psychiczny miał się wtedy na tyle dramatycznie, że, chociaż naprawdę by chciał, nie był w stanie unieść rozmowy o kolejnych trudnych wydarzeniach w życiu jego żony. Chociaż przez większość ich małżeństwa miał poczucie, że o wszystkim mogli rozmawiać zupełnie swobodnie, okazywało się, że do tego wszystkiego najwyraźniej nie zaliczały się ich rodziny. Nie umieli rozmawiać ani o trudnych relacjach Mercy z jej rodzicami, ani o Violet (a już tym bardziej o tym, że Will przez dużą część życia był zwyczajnie ofiarą przemocy psychicznej ze strony matki, ale o tym nie umiałby rozmawiać przede wszystkim on), więc teraz tym bardziej nie wiedział, jak (i czy w ogóle) może o to spytać.
- Czekaj, plan jest taki, że jak wyrzucę je przez okno, nie muszę już nigdy na nie patrzeć – uprzejmie wyjaśnił swojej żonie swoje metody dydaktyczne, bo skoro miał potem jeszcze raz oglądać te złapane przez Jacksona, to coś mu się tu nie zgadzało. - A kochasz mnie na tyle, żeby sprawdzić za mnie tak… z połowę? – spytał jeszcze, uśmiechając się szeroko, bo może jednak coś uda mu się na tej miłości jeszcze ugrać. A kiedy skończyli już rozmawiać o tym, jak świetnym wykładowcą był doktor Hart, wziął prysznic, wyniósł z łazienki samochodzik, na który nadepnął (i przypomniał sobie chyba wszystkie przekleństwa, które znał) i mógł wrócić do sypialni, przeczesując palcami mokre włosy. Gdzieś w przelocie zerknął na siebie w lustrze (Jezu, a może on był już po prostu nieatrakcyjny fizycznie? Pora na fryzjera? Trzeba zacząć biegać?) i zaraz spojrzał na Mercy bardzo rozbawiony jej rozważaniami. Przynajmniej dopóki nie zaczęła mówić o grzybicy i musiał jednak dość mocno zmarszczyć czoło. - Gdzie miałbym złapać tę grzybicę między dzisiejszym obiadem a twoją wizytą jutro? – spytał bardzo rzeczowo, bo skoro siedzieli u nich przez kilka godzin, zarażenie się chorobą kolejnego dnia nie powinno ich już za specjalnie martwić. - Chyba że planujesz do tego powiedzieć swojej rodzinie, że nocami łażę nie wiadomo gdzie i łapię grzyby. Nie jestem pewny, jak się z tym czuję, ale jeśli ma ci to pomóc... – wzruszył ramionami, bo, hej, był gotów na naprawdę spore poświęcenia dla swojej żony. Równie dobrze jej rodzice mogli uznać, że Will szlajał się gdzieś po nocach i łapał grzyby, spoko. A skoro już nasłuchał się od swojej żony komplementów, usiadł na brzegu łóżka i oparł dłoń gdzieś przy jej ręce. - Taką, po której nie będzie dała rady plotkować? – zasugerował i uśmiechnął się lekko, przez chwilę po prostu patrząc z góry na tę oferującą mu grzybicę żonę tak, jak patrzył na nią ostatnio bardzo często – ciepło, pewnie, z jakimś niesamowitym zachwytem nad tym, że… była. - A może po prostu ja po niego pojadę i powiem, że musimy się spieszyć, bo mamy do odrobienia lekcje? – spytał, bo chyba miał trochę mniejszy problem z wykręceniem się z obiadu niż Mercy aktualnie, a że był człowiekiem całkiem kulturalnym, nie bał się za specjalnie reakcji teściów. - Chyba że odrobimy lekcje za niego i pozwolimy mu siedzieć do wieczora – dodał zaraz, kładąc się obok żony, bo hej, może mały też chciał trochę odpocząć od rodziców.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-17, 21:34
 

Przyjrzała się Willowi uważnie, jakby potrzebowała chwili na faktyczne wycenienie tej swojej miłości. - Mogę cię nawet kochać na tyle, żeby sprawdzić trzy czwarte, ale wtedy ty odrabiasz jutro lekcje z Jacksonem. A jeśli jeszcze poćwiczysz z nim tę czytankę, sprawdzę wszystkie egzaminy – oznajmiła wreszcie i… chyba nawet miała nadzieję, że jej mąż się na to zgodzi. Sprawdzanie egzaminów nigdy nie było jej ulubionym zajęciem, ale nie zajmowała się tym na co dzień (chyba że kochała tego męża wyjątkowo mocno), więc zerknięcie na te wejściówki nie stanowiło większego problemu. Była przekonana, że właściwie wyjdzie na tym lepiej niż Will – ona poczyta egzaminy rano, do pierwszej kawy, pewnie zanim doktor Hart wygrzebie się z pościeli, a on będzie potem ślęczał nad lekcjami z marudzącym JJem, który miał przecież lepsze rzeczy do roboty. - Nie wiem, ale jeśli mi uwierzą, to w ogóle mnie nie martwi – odparła zgodnie z prawdą i wzruszyła lekko ramionami, patrząc na Willa z dołu. - Mhm, bo zawsze tak bardzo martwiłeś się tym, co mówią o tobie ludzie w Lowell – pokiwała głową z powagą, trochę się z nim drocząc. I tak nie zamierzała przecież rozsiewać jakichś dziwnych plotek o swoim mężu wśród sąsiadek Mercerów, ale wydawało jej się, że Will byłby jedną z ostatnich osób, które w ogóle pamiętałyby, że należy się tym przejąć. - Nie, pojadę sama – zapewniła. Okropnie jej się nie chciało, a poza tym wydawało jej się, że jej wizyta w Lowell wciąż dużo łatwiej może się skończyć awanturą, jeśli to ona spotka się z rodzicami, ale… Nie chciała, żeby Will zmarnował kilka godzin na podróż do teściów i nie chodziło tylko o jego rękę.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc kolejny genialny pomysł swojego współmałżonka: - Mały na pewno byłby zachwycony – zauważyła, będąc pod dużym wrażeniem jego metod wychowawczych. - Dobra, muszę się ogarnąć – powiedziała, trochę do Willa, a trochę do siebie, skoro on zdążył już wziąć prysznic i się przebrać, a Mercy po prostu walnęła się na łóżko. Oczywiście jeszcze dłuższą chwilę po prostu sobie leżała, aż wreszcie dała Willowi szybkiego buziaka w tę część ciała, którą miała najbliżej i podniosła się na łokciu. Zerknęła na męża – na jego mokre włosy i rękaw koszulki, który przykleił się do wciąż wilgotnego ramienia – i mimowolnie przygryzła dolną wargę, bo przecież… oczywiście, że uważała go za przystojnego faceta i to, co się teraz działo, nie miało nic wspólnego z tym, że uważała Willa za nieatrakcyjnego fizycznie. Przez chwilę wpatrywała się w niego tak, jakby za moment zamierzała nachylić się i go pocałować – i naprawdę tego chciała, ale uświadomiła sobie, że gdyby go teraz pocałowała, na tym łóżku, Will by jej dotknął i… zanim Mercy w ogóle o tym pomyślała, już gwałtownie usiadła, zdecydowanie zwiększając dzielący ich dystans. Uśmiechnęła się trochę niepewnie, a trochę zwyczajnie przepraszająco i założyła włosy za ucho. - Będziesz chciał… będziesz chciał coś obejrzeć czy wolisz dokończyć książkę? – spytała.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-19, 17:00
 

- W takim razie baw się dobrze z egzaminami – poinformował ją beztrosko, bo jasne, że wolał pouczyć się z Jacksonem. Własnego syna, w przeciwieństwie do swoich studentów, uważał za bardzo inteligentnego młodego człowieka. I… umówmy się, o ile Will bardzo dbał o jego edukację, była duża szansa, że przez ćwiczenie czytanki rozumiał nieco inne rzeczy niż Mercy. - I nie musiałby się denerwować, że znowu pisze krzywą siódemkę, myślę, że wszyscy byliby szczęśliwsi – wyjaśnił jej uprzejmie, tak gdyby jeszcze wątpiła w to, jak wspaniałym ojcem był Will. Kiedy stwierdziła, że teraz jej kolej na ogarnianie się, po prostu uśmiechnął się do niej, bo, jasne, fajnie mieć żonę, która się myje, ale chyba jemu też nie spieszyło się za bardzo do zmiany pozycji, skoro mieli chwilę ciszy i względnego spokoju. Może nawet chwilę tylko i wyłącznie dla siebie, bo Will bardzo szybko złapał jej spojrzenie i był przekonany, że to zaproszenie. Podnosił już rękę, żeby móc ją łatwiej objąć i do siebie przyciągnąć, ale dokładnie w tym momencie Mercy postanowiła się odsunąć. Ręka Willa opadła na kołdrę, a on sam natychmiast przestał uśmiechać się tak, jak uśmiechał się tylko do Mercy – jakby był przekonany, że za chwilę czeka go coś bardzo dobrego, a poza tym był całkiem mocno zakochanym facetem. - Możemy coś obejrzeć – odpowiedział po chwili i przeczesał włosy dłonią, trochę jakby nie wiedział, co miał zrobić teraz z rękoma. - Coś nam wybiorę i obiecuję, że nie będzie animowane – zapewnił ją, gdyby chciała iść się ogarniać. Nie, żeby Wil był jakąś świetną osobą do wybierania filmów – nigdy nie był na bieżąco (teraz pewnie był, ale głównie z bajkami dla dzieci i to tylko dlatego, że nie miał wyboru) i miał dużego farta, że gust filmowo-serialowy Mercy trafiał w jego własny, bo jeśli już coś oglądał, zazwyczaj robił to przez jej ramię, przy okazji coś czytając, pisząc albo sprawdzając. Teraz chyba był za to całkiem wdzięczny, że może poświęcić chwilę na przeglądanie niekończącej się listy na jakimś netflixie i skupienie się na tym, czy jakiś film, który im wybrał, nie będzie za smutny i za głupi jednocześnie. A kiedy Mercy wróciła z łazienki, przesunął się ze środka łóżka na swoją połowę i przez chwilę patrzył na poduszkę swojej żony, jakby była jakąś zakazaną strefą. Wreszcie podniósł głowę i odłożył pilot. - Zaraz włączę, okej? – trochę bardziej poinformował ją niż faktycznie spytał i spojrzał prosto na Mercy. Pewnie i bardzo spokojnie, zupełnie jak Will w tym związku sprzed paru lat, który po prostu mówił, kiedy coś mu nie grało i nawet przez chwilę nie wątpił w to, że są w stanie szybko znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie. - Możesz mi powiedzieć, gdzie jest granica w tym, jak… blisko jesteśmy? Nie chcę jej przekroczyć, nie chcę, żebyś myślała, że oczekuję od ciebie czegokolwiek, na co nie masz ochoty, ale muszę wiedzieć, gdzie jest. Trochę się gubię, bo w jednej chwili wydaje mi się, że nie masz nic przeciwko temu, żebym cię dotykał albo całował, a zaraz potem, kiedy myślę, że wszystko jest okej, nagle mi uciekasz – wyjaśnił jej bardzo spokojnie, może nawet łagodnie. - Teraz będzie okej, jeśli będę chciał cię przytulić? Albo pocałować? – spytał bardzo konkretnie. Kiedy siedział przed telewizorem, pomyślał, że czuł się trochę jak wtedy, kiedy Mercy przyjechała do Chicago i leżała z kacem w – jeszcze wtedy – jego łóżku. Kiedy była zaskoczona tym, że chciał ją przytulić, kiedy żadne z nich nie wiedziało, co właściwie ma ze sobą zrobić. I pomyślał, że bardzo nie chce do tego wracać. Bo nie byli już tam – byli znacznie dalej, mieli za sobą tak dużo, że nie chciał musieć zastanawiać się, czy na każdym kroku nie robił jej krzywdy, bo coś mu się pojebało w głowie i chciał się więcej poprzytulać. Chciał konkretów i był gotów się do nich dostosować – nawet jeśli dowie się, że Mercy zrezygnowała dzisiaj z całowania się, bo pomyślała, że woli męża, który trochę czasem pobiega. I o ile domyślał się, że konkrety mogą być tu bardzo trudne do podania, chyba chciał też, żeby Mercy wzięła pod uwagę to, że jemu też jest trochę trudno, kiedy tego samego dnia przytula się do niego i go całuje, a potem nagle odsuwa się, kiedy on próbuje ją objąć.
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-20, 19:08
 

Uniosła brwi w dość uprzejmym (zwłaszcza jak na nią) zdziwieniu, a potem, wciąż równie uprzejmie, poinformowała męża: - Jackson dopiero by się zdenerwował, gdyby zobaczył, jak mu zabazgrałeś ćwiczenia – domyślała się, że kiedy Will chciał, to potrafiłby napisać jakąś cyfrę względnie prosto, ale chyba jeszcze tego nie widziała. Sama Mercy też prawdopodobnie nie pisała jakoś bardzo starannie, więc jeśli JJ chciał mieć starannie odrobioną pracę domową, musiał w tej rodzinie polegać tylko na siebie. Poza tym wciąż chyba uważała, że trafiło jej się całkiem nieźle z tymi egzaminami. Wiedziała, że jej Will pewnie ma dużo nieprzyjemnych wspomnień związanych z odrabianiem lekcji z Violet i czasami wciąż czuła się zwyczajnie bezpieczniej, kiedy to jemu przypadało odrabianie lekcji. Mercy zawsze była przecież dość wymagającym człowiekiem i miała wysoko zawieszoną poprzeczkę – robiła co mogła, żeby nie cisnąć Jacksona zbyt mocno ani nie mieć pretensji o coś tak głupiego jak krzywa siódemka, ale… chyba zwyczajnie nie wiedziała, w którym miejscu znajdowała się granica Willa. A skoro już wiedział, że nie urodzi jego dziecka, nie chciała, żeby do kompletu myślał, że znęca się nad tym, które już mieli.
Chyba nawet nie zauważyła tej ręki, którą Will do niej wyciągnął, bo… w tym wszystkim w ogóle nie przyszło jej nawet do głowy, że Will mógłby teraz chcieć dotknąć Mercy i przyciągnąć ją do siebie. Ostatnio właściwie nie myślała o ich seksie, a przede wszystkim nie myślała, że Will mógłby mieć teraz ochotę na seks z… z kimś takim jak ona. Nie dlatego, że zachowanie męża mogłoby jej coś takiego zasugerować, po prostu czuła się teraz okropnie źle z samą sobą, myślała o sobie okropnie źle i wydawało jej się oczywiste, że inni – tacy jak Will czy choćby jej tata – myślą o Mercy tak samo. A zdecydowana większość jakiegoś ich kontaktu fizycznego była zwyczajnie… bezpieczna? Bezpieczna w ten sposób, że zupełnie nie kojarzyła się z seksem, bo chyba ciężko myśleć o zdejmowaniu majtek, kiedy Will całował ją w głowę przy Jacksonie jedzącym śniadanie albo głaskał po plecach na schodach w domu jej rodziców. Teraz – a odkrycie tego było naprawdę sporym zaskoczeniem w świecie Mercy – nieoczekiwanie okazało się, że mieli sobotni wieczór (i noc) tylko dla siebie, dlatego stchórzyła i zasłoniła się łazienką.
- Nie przejmuj się, jeśli będzie animowane, pewnie i tak zorientuję się dopiero w połowie, że coś tu jest nie tak – wzruszyła ramionami, bo rzeczywiście przyzwyczaiła się do tych wszystkich bajek Jacksona o wiele bardziej niż by chciała. A potem rzeczywiście poszła już pod prysznic, całkiem zła na samą siebie, żeby wrócić i przekonać się, że zamiast coś oglądać będą rozmawiać. Zmarszczyła lekko czoło, już kiedy poinformował ją, że zaraz włączy i udawał, że to pytanie, bo to chyba żadna tajemnica, że Mercy bardzo nie lubiła, kiedy Will traktował ją w ten sposób. I niezależnie od tego, jak spokojnie by nie mówił, ona, trochę wbrew sobie, i tak poczuła się nieco zaatakowana. - Wcale ci nie uciekam, poszłam pod prysznic – odparła od razu, wzruszając przy tym ramionami, by dodatkowo podkreślić, że nic się przecież problem nie istnieje. - Jasne, że możesz mnie pocałować, jeśli będziesz chciał. Zawsze możesz, nie ma… nie ma żadnej granicy. Nic się nie dzieje, Will – zapewniła, zakładając mokre włosy za ucho.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 





43

wiek


narzeka na przyszłych lekarzy i pisze książki

PRACA


bezwarunkowo uwielbia swoją żonę

UCZUCIA




  
William
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-20, 21:04
 

Chyba nawet nie wpadło mu do głowy, że Mercy mogła stresować się tym, jak odrabia z Jacksonem lekcje, ale gdyby wpadło, nawet on musiałby uznać, że to miało sporo sensu. Sam Will działał całkowicie na czuja, upewniając się po prostu, że JJ dobrze się z nim bawi i nie cierpi za bardzo, kiedy już musieli zrobić coś, co interesowało go dużo mniej niż rozstawianie namiotu w ogródku. Wiedział jednak, że był na tym punkcie trochę przewrażliwiony i ktoś, komu matka nie stała nad głową i nie powtarzała, że jest idiotą i niczego w życiu nie osiągnie, bo pisze krzywe cyferki, nie był w stanie wyczuć, gdzie znajdowały się granice Willa.
Tak właściwie Will też nie myślał teraz o seksie. Raczej o tym, że chciał mieć tę Mercy trochę bliżej, skoro już spojrzała na niego tak, jakby ona też miała na to ochotę, ale jednocześnie nie było w nim żadnej obawy o to, co się stanie, jeśli to bliżej zajdzie trochę za daleko. Bo oczywiście, że miałby ochotę na seks z kimś takim jak ona. Nawet nie tylko z kimś takim – dokładnie z nią i z nikim innym. I może w jakiś stopniu byłby w stanie sobie wyobrazić, dlaczego Mercy od tego ucieka. Ale tylko w jakimś – nie miał przecież najbledszego pojęcia, co działo się teraz w jej głowie, bo albo zupełnie się tym z nim nie dzieliła, albo mówiła mu, że wszystko jest w porządku. A on miał jej bardziej ufać, prawda? Więc nie dopytywał, nie wątpił, a kiedy mówiła mu, że daje sobie radę i staje na nogi, akceptował, że dawała sobie radę i stawała na nogi. A kiedy wreszcie postanowił spytać o coś, co chodziło mu po głowie i liczył na szczerą odpowiedź… cóż, poczuł się tak, jakby próbowała robić z niego idiotę. Jeśli Mercy nie lubiła, kiedy Will nie brał pod uwagę jej zdania w kwestiach takich jak włączanie filmu, Will równie mocno nienawidził, kiedy ktoś traktował go jak kretyna, któremu coś się wydaje. A przecież miał duże zaufanie do własnych funkcji poznawczych i nie sądził, żeby mu się cokolwiek wydawało. Chciał jej powiedzieć, że to, że nawet nie chce się przy nim przebierać to też „coś” i to w całkiem znaczące w jego świecie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Widział, że Mercy już teraz zaczynała się bronić i najwyraźniej nie chciała z nim o tym rozmawiać. A Will wiedział, że to, że trochę mu źle z tym, że nie chciała się dziś z nim całować i z tym, że się przed nim ukrywała, nijak nie miało się do tego, co czuła ona. W najlepszym wypadku wpędziłby ją w poczucie winy, w najgorszym pierwszy wolny wieczór od jakiegoś czasu spędziliby na kłótni – i to wszystko po to, żeby mógł czasem wejść jej wieczorem pod prysznic albo żeby nie musiał zastanawiać się, czy czasem nie okazał się osobą, przed którą po prostu nie chce się pokazywać ciała po przejściach? Na to był już chyba trochę za dużym chłopcem. - W takim razie nie było tematu – odparł po prostu i wziął pilot z powrotem. - Może być? – upewnił się jeszcze co do filmu i jeśli Mercy się zgodziła, po prostu go włączył i skupił się na fabule (dopóki nie zasnął jakieś piętnaście minut przed końcem).
 
nick:to także ja
multi:jak najbardziej
miasto:jeszcze Chicago
 





32

wiek


kończy rezydenturę na neurochirurgii

PRACA


z Willem jeszcze będzie dobrze

UCZUCIA




  
Mercury
   Hart

  

  

  

  

  

  

2020-06-28, 00:48
 

Po prostu pokiwała głową na znak, że może być (jej też zupełnie przecież nie obchodziło, co tak naprawdę będą oglądać) i położyła się bezpośrednio na kołdrze, na brzuchu, głową w stronę telewizora – czyli mniej więcej jak Jackson, gdy wpadał do ich łóżka na trochę bajek w niedzielę rano. Domyślała się, że Will jest na nią zły, ale przede wszystkim chyba sama była na siebie zła. Przecież Mercy chciała, żeby między nimi znowu było… normalnie. Żeby Will nie musiał zastanawiać się, czy może przytulić własną żonę, kiedy spędzają sobotni wieczór tylko we dwoje, bez dziecka w ich łóżku. Żeby ona potrafiła tak po prostu zdjąć z siebie koszulki, nie martwiąc się tym, czy w pobliżu znajduje się jakieś lustro albo Will – wydawało jej się, że to oczywiste, że skoro sama myśli same dość okropne rzeczy o własnym ciele i unikała patrzenia na nie, Will miał tak samo. Chciała po prostu, żeby to wszystko przestało być tak straszne skomplikowane, ale… ale potem Will chciał z nią o tym porozmawiać, a Mercy potrafiła mu tylko powiedzieć, że tylko mu się zdaje, bo nic złego się nie dzieje. To zupełnie nie tak, że próbowała go okłamać albo zrobić z niego idiotę – ona naprawdę bardzo chciała, żeby nie było żadnej granicy i żeby Willowi tylko się wydawało, że dzieje się coś złego, więc on nie może jej dotknąć. A potem wychodziło jak wychodziło, czyli dość nędznie raczej.
Zupełnie się nie zdziwiła, kiedy zerknęła na męża i zorientowała się, że Will śpi. Zupełnie nie zdziwiło jej też to, że sama nie tylko nie mogła zasnąć, ale też obudziła się o jakiejś idiotycznie wczesnej godzinie (zwłaszcza jak na niedzielę). Wiedziała, że jeszcze przez jakiś czas Will nie wystawi nawet nogi spod kołdry, dlatego zeszła na dół, żeby móc sobie w spokoju trochę pohałasować. I chyba trochę zaskoczyło ją odkrycie, jakiego dokonała: okazało się, że w niedzielę rano, kiedy nie musisz nakarmić syna, nie chce ci się zabierać za wejściówki przed pierwszą kawą, a mąż prawdopodobnie nadal będzie na ciebie dzisiaj obrażony, więc do doktoratu równie dobrze możesz usiąść za dwie godziny… zupełnie nie masz co robić w domu. Zawsze wstawała wcześnie i bez problemu od rana znajdowała sobie coś do roboty, ale przecież już od dłuższego czasu (czasami wydawało jej się, że od zawsze) albo spędzali poranki z Jacksonem, albo starała się wykorzystać te pół godziny wolnego, żeby ogarnąć te sprawy, które najsprawniej szły ci w pojedynkę – ewentualnie po prostu brała długi prysznic.
To nie tak, że miała na to jakąś dużą ochotę i nie mogła się już doczekać, aż wróci do biegania. Przestała to robić jeszcze przed tym, jak pierwszy raz wylądowała w szpitalu, a potem miała chyba dużo większe problemy na głowie niż mała ilość ruchu. Trochę się już odzwyczaiła – do tego stopnia, że pomysł, żeby iść pobiegać, wydawał jej się wręcz… nieco głupi. Mimo to weszła na palcach do sypialni, żeby zabrać ciuchy do biegania (chwilę jej zajęło, zanim je w ogóle znalazła), wzięła ze sobą pieniądze i wyszła z domu, żeby się trochę przebiec. I nawet jeśli nie przebiegła takiej samej trasy, jaką bez problemu pokonałaby jeszcze kilka miesięcy temu, to bieganie okazało się świetnym pomysłem – naprawdę dobrze było przez chwilę poczuć się sobą. Do domu wróciła w całkiem niezłym humorze i z bułkami na śniadanie, które kupiła w drodze powrotnej. Chciała iść prosto pod prysznic, dlatego jeszcze w drodze na górę zdjęła z siebie koszulkę, zostając w staniku sportowym i wpadła prosto na Willa, który postanowił się obudzić. - Cześć, biegałam – powiedziała po prostu, chociaż pewnie zostawiła mu jakąś karteczkę – niby wzięła ze sobą telefon, ale pomyślała, że takie znikanie z domu bez słowa w ich sytuacji wciąż może nie być najlepszym pomysłem. - Poza tym kupiłam po drodze bułki. I właśnie chciałam zajrzeć do pokoju małego, żeby sprawdzić, czy już się obudził, bez JJa w domu jest trochę dziwnie – dodała już chyba tylko po to, żeby powiedzieć cokolwiek i nie myśleć za dużo o tym, że, jak na ich ostatnie standardy małżeńskie, ma bardzo dużo ciała na widoku. - Chcesz iść do łazienki czy mogę iść pod prysznic? – planowała iść się kąpać, ale mogła go puścić na chwilę, gdyby chciał na przykład umyć zęby.
 
nick:żona Willa
multi:żona Jona, żona Nejta i mąż Elle
miasto:Chicago
 


Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: